Obwód kalingradzki 2010

Podziękowania dla socho za goscine

1.Dzien spanie na banie zlapalismy gume
2.
1.NALACZCE PRZY UKROLIWEJ SZEMZACEJ RZECZCE. Dla przygodorzercow był przejazd zagubioną ścieżką pzez zaginioną wieś w puszczy komarów które nadchodzą z moczarów. Ascieżka meandrowała wśód falujących traw i tylko bystre oko wytrawnego podróżnika mogło odkryć jej tajemnice. Po opuszczeniu tego urokliwego miejsca skierowaliśmy się na spoczynek. Niestety, przed otwarciem pierwszej butelki musieliśmy walczyć z rzeką aby przedostać się na jej drugi brzeg gdzie czekał na nas zasłużony kawałek łąki. Oczywiście , Urzycie trap było niedzowne, a dodatkowym utrudnienim było przebicie kołą podczas przeprawy Po naprawie, sałużone ognisko, jedzenie i kołysanka jaką śpiewały nam gzy i komary do snu.
2.Drugi dzień rozpoczął się od cherbaty i walki z próbą przejazdu przez łąkę na której nie mogliślmy odnaleźć rzadnych śladów. Jedynie gigantyczne drzewa  z kopru wskazywały nam horyzont. P opuszzeniu tego urokliwego miejsca skierowaliśmy się w stronę kaliningradu. Znając czystośc tego urokliwego narodu musieliśmy odwiedzić awtomyjke oraz poznaliślmy standardy pracy zakładó wulkanizacyjnych które pod zadnym pozorem nie chciały nam naprawić brudnych kół. Dalej w chmurach deszczu rozpoczeliśmy abortarz okrętu podwodnego. Niestety do samego muzeum nie udało się nam wejść ponieważ nie pracują w poniedziełki i wtorki
Po krótkiej wizycie w stolicy zgodnie z road bookiem skierowalismy się w stronę morza. Tam znowu niespodzianka. Franc przeczochrał nas przez drogi które nigdy nie istniały a jedynmi użytkownikami byliśmy my i on. Koniec drogi kończył się szlabanem gdzie nie bylismy mile widziani. Omijając jednostkę po łłąkach wjechaliśmy na plażę. Zmęczeni całym dniem szybko usęliśmy w szumie fal. W nocy obudził nas sztorm który zapókał w tylnią klapę explorera. Rano przekonaliśmy się że staliśmy wyjątkowo za blisko linii brzegu. W porannym słońcu sami po horyzont zasiedliśmy do śniadania. Nie wiem kim był dziadek Franca i jak to załatwił, ale potczas jedzenie drugiej kanapki przed naszymi oczami rozpoczął się regularny ostrzał z morza. Huk wybuchów i zapasach unoszącej się ziemi dobrze komponował sięz kanapkami z rosyjskim kawiorem i kieliszkiem wódki. Podczas dalszego konsumowania posiłku w szumie fal i bomb odwiedzili nas  przekonywający  statyście w uniformach radzieckiej armii. Po krótkiej wymianie poglądów dotyczący pokoju na świcie opuścili nasze szeregi. Z tego miejsca duże podziękowanie dla franca za przygotowanie takiej oprawy śniadania która jest uniakatową chyba na skalę światową. 
3.Niespiesznie delektując się piaskiem słońcem i krzykiem mew kórre w popłochu trzmychały spod naszych kół (żadnej nie przejechaliśmy) przygowywaliśmy się do opuszczenia na zawsze odcinka pustynnego. Przewrotny los chciał jednak inaczej. AWARIA Podczas kolejnego forsowania fal bałtyku .Wszystkie systemy pokładowe w szybkim tempie zaczęły się wyłączać. Wydobywający się spod maski kłęby dymu i smród palonej instalacji nie zwiastował nic dobrego. Pod maską smród palonej się instalacji. Zemsta neptuna dosięgła nas karzącą ręką która wykorzystała moment nieuwagi (zabezpiezonej wyciągarki) i zwierająć nam instalację wciągnęło nam  hak razem ze zdrerzakiem do środka. Rozpozęto próbę reanimacji. Mimo rozkręeniu wirnika i sprawdzeniu oporu cewek przy konsultacji z producentem niestety nie udało się odratować pacjenta. Jest godzina 19 musimy poddać dalsze plany rewizji. Kontynuwanie kolejnych dni według roadbook może skońćzyć się koniecznąścią przedłużenia vizy o minium misiąc. Do tej pory miało być lajtowo, a zdołaliśmy użyć każdy sprzęt offroadowy jaki mieliśmy. Perspektywa kontynuowania podruży po łagrach bez wincha nie było rozsądne. Od tego dnia nasz wycieczka była jedną wielką niewiadomą. Postanowiliśmy z duchem załogi franca wytyczać nowe szlaki, oparte o trudno dostępne przeprawy piaszczyste i skaliste tak aby trapy hi-lift, siekiera lopata i 100m liny nam wystarczyło.
4.Kolejna przygoda chodź nie wymagająca użycia ciężkiego sprzętu należały do grupy zabaw zgadnij co trzeba napisać aby wrota się otworzyły. Dzięki nieocenionej pomocy białogłowej dziewoszki Natali pagibli by my na poćtu. Ilość i zaiwłość dokumentmów niezbędnych do dokonania rejestracji udowadnia jak banalne i proste jest wypełnianie naszych pitów. Kilka razy uzupełniony formularz bukwami po dwóch godzinach wreszcie został zakacptowany przez urocze pani na poczcie. Natalia opowiada nam o historii miasta pokazywała ciekawe miejsca tym samym stała się przewodnikiem zagubionych w zwiąsku radzieckim dwóch polaćków.
I tu również chcieliobyśmy podziękować kolejnej osobie która była kluczowa dla istnienia naszej ekspedycji.
5.Po uroczo spędzonym czasie w ładnym towarzystwie skierowaliśmy się na północ obwodu. Tam rozpoczęliśmy pełną penetrację wybrzeża.przedzierając się przez niedostępne i zamknięte obszary. Przygodę rozpoczęlismy od mistasta ….....  dalej kierując się na zachód. Miasto z pozoru mogło by zostać odebrano jako turystyczne. Jednak mimo bardzo dobrej lokaliacji i istnienia plaż baza turystyczna jest ograniczona do  minimum. Klika barów gdzie nie podajać cheleba ani sztucy do ryby. Jadąc wzdłuż plaży w późnych godzinach wieczornych wreszcze zaczęliśmy rozumieć turystykę rosjan. W wielu miejscach miej lub bardziej dostępnych (rezerwtach, terenach zabronionych pod groźbą kary 5000 rubli ) organizowane są dzieki biwaki namiotowe. Nie dotyczy to jedynie biednych rosjan ponieważ nie żadkim obraze był stojący proshe cayen z przyczepą kempingową i namiotem w środku lasu na samym skraju klifu. Naśladując naszych braci znaleźlismy sobie wolne miejsce gdzie parkując 1metr od 15 metrowego klifu z rozciągającym się widokoem na całą mierzeję bałtycka rozpoczęliśmy biwakowanie. Małe ognisko z kiełbaską, piwo w reku w tle zachód słońca i okręt wojenny w linii choryzontu uprzyjemniał nam ten wieczór.  
6.Aby zwiedzić całe wybrzeże bałtyku niezbędn było skierowanie się na mierzeje kurszyskają czyli  północ obwodu. Po opłaceiu 280 rubli wjechaliśmy do ścisłego rezerwatu przyrody będącego w spisie UNESKO. Tam po raz pierwszy zobaczyliśmy szlabany zakazujące wjazdu da lasów i na wydmy. Pasma wydm rozciagają się kilometrami i tworzą nieporówwnywalny widok z naszmi ruchomymi wydmami paku slownskim. Bardzo szerokie piszczyste i czyste plaze zachęcały do odpoczynku. Mimo uroku tego miejsca ilość osób przebywająccyh była minimalna. Na palach można było polizyć lucdzi kożystających z tych darów natury. Tym samym znowu baza turytyczna ogranizała się do minimum. Zmęczeni mimo ściłego rezerwatu i pasma granicznego (4km od granicy z litwą) potanwiamy przepać się na dziko przy plaży nad zatoką. Znowu piekny widok na zatokę gdzie w tle rozciągały się wydmy Spokojny  sen zapewniała nam pływając w okolicy straż graniczna

7.Po raz pierwszy wstajemy skoro świt znaczy o 7 celem opuszczenia tego miejsca i nienadużywania naszego szczęścia. Teraz kierujemy się na zachodnią północną część wybrzeża. Tam mimo ciekwaego ukrztałtowania terenu wynikającego z mapy zastajemy bazę wojskową i miasteczko miszkańców istniejące na ich potrzeby. Wysokość piaskowego klifu sięgała 30m. Wraki okrętów leżących na plaży dodawały kolorytu. Dalej przemieszczamyh się czymś co nawet nie można nazwać drogami do miejscowości Jantar, Magiczne miejsce gdzie istniała największa kopalnia bursztynu w tej części świata. Zwiedzając muzeum i dokonując zaków dla czasych kochanych dziewoszek jedzimy do njajwiększej bazy marynarki wojennej na bałtyku w Baltickaja. Oczywiście przejazd 40km zajmuje nam 3 godziny bo bez wyciągarki czasami jest cieżko. Tomek prowadząc ciężki odcinek koło jednostek gdzie jedynie istniały kolejny po krazach walczył o trakcje jak tylko mógł.Zatrzymanie się tam konczyło się trapami. Suma sumarum wyciągarka miała by sens jabyśmy mieli kotwicę bo drzew ni było.
Jesteśmy w bazie marynarki. Tutraj armia radziecka przechowuje w gotowośći bojowej połowę swojej  floty Widok zacumowanych okretów wzbudzał respekt i poczucie bezpieczeńśtwea ze nasi bracia na pewno obronią nasz bałtyk przed somalijskimi piratami.Oczywiście wjechaliśmyu w każdy otwarty szlaban a czasami nawet zamknięty, az na nas nie nakrzyczeli. Nasz mistrny plan przepłynięcia promom na mierzeję wiślaną spełzł na niczym. Okazała się że granica tam jest, ale przejscia brak.
8.Jest godzina 18 mamy 6 godzin do opuszczenia rosji, a okazuje się że musimy wrócić do kaliningradu i jechać na granicę. Tym razem na zakupinej rozyjskiej nawiagacji wpisujemy Manowno. Czym prędzej jedziemy do granicy. Korki, zamkniete drogi, brak drug to już norma dlatego czasu jest mało. NA granicę docieramy koło 22. Tam doknujemy ostatniego experymentu prawa rosyjskiego. Dajmy do kontroli paszporty bez tzw. registrowki która załatwialiśmy przez cały dzień. Okazało się że nie było ona potrzebna do opuszczenia kraju. Jednak jakby Pani o nią poporsiła abyśmy jej nie mieli mogłyby być kłopoty.
Miła celniczka po stronie Polskiej wita nas z uśmiechem zadjąc wiele pytań dotyczącyh podróży.
9.Jedziemy oś zjeść do fromborku i przespać się nad naszym morzem w stegnie. Piwko z polskimi głosami i spać. 
10.Wracamy do domu rybki czekają

1.Termometr z alarmem do lodowki
2.zasilanie z butli
3.markiza może do tylu
4.sprawne gps mapy ozi
5.krzeslka do lezenia
6.drugi karnister na wode z lekjikie
7.zestaw do pompowania naprawy kol
8.odlaczac wyciagarke
9.zapasowy hebel przekaznik wirnik cewki planetarka
10.metromierz jeżeli road book
11.klocki hamulcowe

Straryt
kamera
szekla
wyciagarka
lodowka naprawic
Comments