Podsumowanie i relacje załogi

Krótkie podsumowanie.

Ładoga Trophy to legenda rajdów i to nie tylko w moim mniemaniu. Po przejechaniu wszystkich odcinków, przyznaję że ma prawo być synonimem tego słowa. To nie jest jedynie rajd off - roadowy. To jedna wielka przygoda, w której sama jazda samochodem to tylko jeden z elementów całej układanki.

Mam za sobą nieco wypraw, na których byłem zarówno z Żoną jak i Tomkiem.Trwały one od kilku tygodni do kilku miesięcy i obfitowały w nieskończenie wiele doznań. Zawsze były dla mnie niesamowitymi przygodami. Przemierzając jednakże te tysiące kilometrów, szczerze  przyznaję, że Ładoga była jedną z najciekawszych wypraw. Miejsca, w którym mieliśmy okazje być i po których mogliśmy się przemieszczać autami, to już jest egzotyka niedostępna w naszym kraju. Każdego, kto ma ochotę przeżyć ciekawą przygodę z elementami off-roadu mogę z czystym sumieniem namawiać na tę imprezę. Jadąc tam pierwszy raz, warto postawić sobie cel, jakim jest przejechanie całości.

Nam się udało. Dotrwaliśmy do końca. Jestem dumny z pracy jaką włożyliśmy razem z Kamilem, a której efektem było przygotowanie scorpiona do przejechania całej Ładogi. Gdyby nie nasza głupota, auto przejechałoby bez większych strat. Póki co wszystkie nasze wpadki zwalam na karb zmęczenia. Pojechaliśmy w cztery osoby. Wydawać by się mogło, że spokojnie wszystko ogarniemy. Jednak rzeczywistość okazała się dużo trudniejsza niż zakładaliśmy. Duże odległości do przejechania, rozbijanie namiotów, przygotowywanie jedzenia, pomoc w przypadku awarii, tankowania, nawigowanie itd. zajmowało mnóstwo czasu. Na pewno im więcej osob jedzie tym lepiej, łatwiej jest podzielić obiwiązki i może znajdzie się czas na odpoczynek. U nas odpoczynku nie zaznał nikt z całej ekipy, nawet nie mieliśmy czasu aby choć raz się opić. Ładoga nie jest wyzwaniem sportowym to wyzwanie stawiane przez naturę, organizowane przez człowieka. Przejechanie rajdu, i to w dodatku w określonym przez organizatorów czasie, jest wygraną dla każdego.

Dla osób, które jednak lubią srajdy i chcą jechać na ładogę walczyć o pudło, mam kilka uwag, wysnutych na podstawie obserwacji zwycięzców. Podam tylko kilka elementów jakie według mnie trzeba spełniać:                                                                       *Doskonały sprawdzony sprzęt dostosowany na ten rajd w trzech egzemplerzach (w częściach),                                               *serwis zdolny w ciągu nocy naprawić zestaw poważnych awarii,                                                                                                    * idealnie opracowana logistyka przemieszczania się campu i samochodów serwisowych,                                                       *umiejętność nawigowania na zasadach tam panujących,                                                                                                              *duże  doświadczenie w zakresie czytania podmokłego podłoża, skałach,                                                                              *ostatni element to szczęście                                                                                                                                                    

Warto, aby ktoś kto chce walczyć o najwyższe miejsca, choć raz wcześniej tam pojechał i zobaczył to na żywo. Przy walce o 1 miejsca zawodnicy exploatują maszyny do granic wytrzymałości. Na odcinkach w mega ciężkim terenie i długości 20-paru kilometrówróżnica pomiędzy załogami potrafiła być jedynie kilkadziesiąt sekund. To świadczy, że poziom czołówki jest mocno wyrównany i czynności, które dało się zoptymalizować już zostały dokonane. Teraz można to tylko doskonalić. Złośliwość rzeczy martwych, może pogrążyć nawet najlepiej przygotowany team. Załogi, które zajęły trzy pierwsze miejsca, to najlepsi z najlepszych na tym terenie. Magda z Marcinem gdyby mieli wcześniej więcej informacji, np. o technice nawigowania i lepiej dostosowany sprzęt (zmienione opony) to dużo łatwiej osiągali by dobry wynik. Wielki szacun dla tej załogi i jej profesjonalnego przygotowania. Oni pojechali tam robić swoje i robili mimo pewnych przeciwności. Mimo, że liczyli na pudło i na pewno osiągnięty wynik ich nie satysfakcjonuje, dla mnie ich 4 miejsce to sukces. Jeżeli w następnym roku pojadą, pierwsze miejsce jest dla nich jak najbardziej osiągalne. Nasze  6 miejsce jest  tylko wynikiem chęci przejechania całości i oszczędzania sprzętu. Jechaliśmy asekuracyjnie. Jeżeli mieliśmy do wyboru cisnąć aby zmieścić się w czasie i katować sprzęt, a jechać wolniej, na granicy uzyskania taryfy do wybieraliśmy to drugie. 13 załóg było na liście startowej, niektóre nie dojechały, ktoś nie przeszedł badania technicznego, jakaś załoga wycofała się jeszcze przed startem. Kilka załóg zajeździło sprzęt i nie dało rady kontynuwać rajdu. Tak działo się w każdej klasie. Ten scenariusz powtarza się co roku. Tylko kilka załóg. Najlepsi z najlepszych przejeżdżają wszystkie odcinki bez taryfy. Co roku są to jedynie dwie lub trzy załogi.

Ważnym elementem jest dobra znajomość regulaminu i jej interpretacji przez organizatorów.

Znajomość języka rosyjskiego na pewno jest preferowana, ale osoby anglojęzyczne nie muszą się obawiać, bez problemu uzyskają niezbędne informacje.

Sam rajd od strony oraganizacyjnej to majstersztyk. Rejestracjaprofesjonalnie przygotwany regulamin i roadbook przekazany wraz z dedykowaną mapą terenu, daje wszystkie informacje niezbędne do wzięcia udziału w rajdzie. Wystarczy tylko codziennie pójść wieczorem na bazę i zbiaczyć dokładny czas startu załogi. Ale zakresy czasów, otwarcia, zamknięcia odcinków, maksymalne czasy przejazdu i wszelkie współrzędne trasy i waypointów są podane.

Nasza przygoda dobiegła końca. Pożegnaliśmy cudowne tereny Ładogi jakie dane nam było oglądać przez 9 dni w słońcu przy bezchmurnym niebie. Wracamy do swoich Żon i Dzieciaczków. Teraz im poświęcamy swój czas, który skradliśmy, aby móc tam pojechać.

Za rok jeśli tylko się da, pojedziemy tam ponownie razem z Rodzinami, chcąc pokazać im cuda natury. Ściganiem wiemy że nie jesteśmy zainteresowani, chociażby ze względów finansowych. Budżety potrzebne do walki o pudło są kilkukrotnie wyższe niż wyjazd turystyczny taki jak nasz.

Jeszcze raz dziękuję wszystkim którzy przyczynili się do spełnienia tego marzenia, podkreślam że to był wyjazd znajomych, których łączy wspólna pasja. Nikt nikogo nie opłacał .                                                                                                                          Dziękuję Żonie, która cierpliwie nas karmiła, pakowała, kupowała części, zadbała o prowiant i przede wszystkim cierpliwie znosiła wszystkie spędzone przeze mnie w garażu godziny.                                                                                                               Kamilowi Szczesio, który tyrał ze mną po 12 godzin w garażu i później dbał o sprawność auta na kolejnych odcinkach. Sebastianowi Klonowskiemu, który przewiózł nas prawie 5.000 km i pełnił rolę doskonałego pilota.                                        Tomkowi Kosowi, który przygotowywał jedzenie, walczył z campingiem i dogadywał się z tubylcami.

Za miłe towarzystwo oraz pomoc w każdej sytuacji na campie dziękuję całej ekipie DEFEKTA: Adamowi i Michałowi Bomba, Arkowi i Adamowi Najder oraz Gosi i Robertowi, który dzielnie spawał naszą przekładnię.

Dziękuję również osobom, które kibicowały nam podczas tego wyjazdu i mobilizowały do dalszej walki. To była główna motywacja do pisania tych relacji. Zmęczony po całym dniu, przesyłałem je do Żonki o 3 w nocy. Tekst oryginalny miał na pewno sporo błędów ortograficznych i stylistycznych, zazwyczaj pisałem co myślę i jakie mam odczucia. Tekstu generalnie nie poprawiałem i nie czytałem ponownie, całą pracę nad stylistyką i wygląd ostateczny zawdzięczam Łucji.

Po powrocie pojawią się zdjęcja i filmy, ale proszę o cierpliwość. Muszę się trochę ogarnąć.

Z bólem relacjonował dla  Państwa Wojtek Antoniuk

 

Krótki wywiad z załogą

Co sądzisz na temat wyprawy na Ładogę ?

Tomek:

Przygoda, przygoda każdej chwili szkoda.

Na gorąco podczas trwającej już 28 godzin drogi powrotnej i w kilku słowach trudno jest oddać cały klimat i koloryt takiej wyprawy. Bezkresne lasy i niezliczone jeziora z „morską” Ładogą tworzą niezapomniane widoki,  poznani ludzie, Ci ogarnięci pasją jazdy off road stworzyli ciekawy klimat, a miejscowa ludność udowodniła nam, iż możemy czuć się tutaj niemal jak w domu, przyjmując nas życzliwie i ciepło. Warto również wspomnieć że tutejsze warunki przyrodnicze na tyle skutecznie otumaniły moją kukułkę, że ja już nie muszę spać, a umówienie się z kimś po zachodzie słońca może mieć poważne konsekwencje. Pozwolę sobie podać przepis na małe szaleństwo, zapach lasu i spalin, zmieszać gotując na wolnym ogniu o trzeciej rano na polanie wśród porannych mgieł w temperaturze 0 st. ze szczyptą pośpiechu i ludzkiej życzliwości oraz dużo, bardzo dużo komarów i innych latających i kąsających paskudztw, wszystko to razem wzięte i wymieszane w jednym kociołku – Ładoga, przygoda, przygoda...


Kamil:

Bardzo fajne bezkresne tereny, gdzie nie spojrzeć to las, jak się kończy to jest kolejny. Wszystkie niewinne polanki okazują się bagnami. Ilość komarów i gzów przekroczyła moje najskrytsze marzenia. Trudno było nie zjeść jakiegoś oddychając. Pogryzienia są wszędzie, dosłownie wszędzie. Kolega z zespołu zabił komara napletkiem

Chce do domu chociaż za Rosją będę tęsknił, życzliwośc ludzi mnie urzekła

 

Sebastian:

Wielka przygoda bardzo wymagający rajd techniczny. Polecam wszystkim którzy chcą się wyjeździć za wsze czasy. W przepieknych terenach i bez ciśniania. To ja zabiłem komara.

Comments