Dzień 7 - piatek

Dzisiejszą relację piszę w samochodzie, podczas powrotu z odcinka. Jestem już mocno zmęczony tygodniem rajdu, a do tego wypite dwa piwka na pewno wpłyną na jakość opisu.

Wczorajsza biesiada z Adamem Arkiem i Robertem dobiegła końca około 3. Wyjazd z taką ekipą to po prostu przyjemność.Można na nich liczyć w każdej sytuacji, bez względu na to czy chodzi o naprawę auta czy o nocne Polaków rozmowy, zawsze pomogą człowiekowi w potrzebie. Adam ma doskonały dar do poznawania tubylców. On po prostu szedł na chwilę i wracał z paczką fajek, albo szedł i wracał tak zmęczony że musiał odpoczywać do rana.

Jest 7 rano (pamiętajmy o przesunięciu czasowym, w Polsce jest 5). Budzę wszystkich. Start mamy o 11, ale dzisiaj przenosimy się na kolejny camp, więc musimy spakować cały nasz majdan, zjeść śniadanko i przejechać 80 km po rosyjskich drogach. Czas który nam, na wszystkie te czynności, pozostał był wyliczony co do minuty. Cała ekipa żwawo się uwinęła, zapakowaliśmy scorpiona na lawetę i ruszyliśmy.                                                                                                                                                                 Sebastian cisnął jeepa ile mógł, ale to lekkie autko słabo sprawdza się jako holownik. Ostatnio zakopało się na campie podczas wciągania lawety. Na trasie dojazdowej nie przekraczamy prędkości 70 km/h. W przypadku jej zwiększenia cały zestaw (auto - laweta - scorpion - bambetle na lawecie)  zaczyna żyć własnym życiem. Na haku ponad 2,5 t a ciągnik 1,7 t brak klimy. Ale najważniejsze jest to, że działa i nas tu przywiózł i wozi wszędzie - brawo dla dzielnego jeepka.

Docieramy na start. Niestety mamy kilku minutowe spóźnienie. Ale jesteśmy dopuszczeni. Ruszamy.                                       Mamy wrażenie że zostaliśmy przeniesieni do Lasu Fangornu. Przebijamy się przez gęsty wysoki las. Po raz pierwszy jesteśmy zmuszeni używać piły spalinowej  aby wytyczyć trasę.  Przed nami bardzo długi odcinek ponad 20 km, całość wśród wysokich drzew,  stojących na grząskim podłożu. Przewidywany czas maksymalny dla tego odcinka to 8 godzin. Będzie źle.                      Najpierw jeździmy po rumowiskach leśnych. Trasą dla nas stają się wielkie zwalone drzewa. Zawieszenie gnie się do granic możliwości. Opony ciągle amortyzują kolejne uderzenia. Jedzie się strasznie wolno. Obserwujemy jak przejeżdżające niedaleko quady również walczą z materią. Często miękka ściółka zamienia się w głębokie błoto. Cały czas jedziemy z prędkością 5km/h. 

Po paru kilometrach schodzi nam z koła powietrze. Pompowanie ratuje nas na kolejne kilkaset metrów. Niestety całe powietrze zeszło a wentyl się urwał. Zaczynamy zmieniać dętkę. Jakby tego było mało, dookoła nas aż roi się od gigantycznych gzów, gryzą nas niemiłosiernie, nie sposób się od nich opędzić, kto był na wschodzie to wie o czym mówię.

Jedziemy dalej, niestety brak przekładni kierowniczej nie pozwala nam przyśpieszać.

Toczymy się i jesteśmy mile zaskoczeni bo autko dzielnie wychodzi z metrowych zalewisk. Już nie możemy się doczekać mety.   

Ja od sześciu godzin ściskam kierownicę nie skręcając nią, tylko dociskając na prawo lub lewo, (wtedy siłownik przesuwa zwrotnicę). Nareszcie meta. Super. Odcinek zaliczony w czasie. Okazało się że wynik był na tyle dobry, że znów zmieniliśmy pozycję w klasyfikacji generalnej, awansując na 6 miejsce.

Zmęczeni i wyczerpani zostajemy poczęstowani przez nasz suport zimnym piwkiem.

Idę spać. Jest 4 rano, za trzy godziny pobudka.

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią poniżej krótka dygresyjka dotycząca czystości aut startujących podczas rajdu.

Zasady na Ładodze i w całej Rosji są proste. Auta przemieszczające się po drogach, muszą być czyste i tu milicja jest bezwzględna.                                                                                                                                                                          Punkt 2 regulaminu rajdowego mówi, że podczas startu auto MUSI być czyste a wszystkie naklejki doskonale widoczne. Przy niedotrzymaniu tego punktu regulaminu, na załogę może być nałożona wysoka kara, bodajże połowa wpisowego.

Po ostatnim dniu, nie było dokładnie wiadomo, jakiego koloru jest auto, więc musieliśmy je umyć.                                                  W zakolach rzeki szukaliśmy tradycyjnych rosyjskich miejsc campingowych, z gładkim zejściem do wody. I znaleźliśmy - ładne zakole ze spokojnym zjazdem. W tak urokliwym miejscu bawi się również lokalna młodzież. Nie mija 10 min kiedy zostajemy zaproszeni na biesiadę. Tomek nawiązuje kontakt, a my idziemy umyć auto.

Wjeżdżamy do rzeki. Mosty czyszczą się ślicznie. Auto umyte, stoi w kierunku wyjazdu. Nagle dno osuwa się i wciąga auto tak, że tylna część dachu i komin znajdują się pod wodą. Dramat. Rzeczy które były luzem oczywiście wypłynęły. Silnik zgasł.           Szybko wyciągnęliśmy go na winchu, Kamil wykręca świece, rozrusznikiem wylewa kilka kropli wody z jednego z cylindrów i auto odpala jak nowe. Ta wpadka zabrała nam jednak cenny czas.

Kiedy dotarliśmy na camp była już druga godzina białej nocy. Sędziowie już nie pracują więc nie zczytali nam gps.

Na tablicy wyników Marcin z Magdą utrzymali drugą lokatę.

Comments