Dzień 6 - czwartek

Jest 7:30. Pobudka.
Dzisiejszy start zaczyna się wcześnie jak nigdy. Dobrze że jesteśmy zorganizowani ;).  Sprawdzamy jeszcze auto i jedziemy 4 km od campu na próbę.

Kolejny dzień, kolejne wyzwanie. Trzeba przyznać że organizator dba o nas. Nie możemy narzekać na nudę. Dzisiaj czeka nas kolejna widowiskowa próba.

Próba składała się z dwóch etapów.
Pierwszy to wyścig po plaży jeziora Ładoga, oczywiście z niezbędnymi dla aut elementami nurkowania.
Drugi to trial po wydmach.
Prawie trzysta załóg jedzie po kolei ten sam odcinek. Jest na co popatrzeć. Ludzie na plaży piją sobie piwko, wódeczkę, opalają się i patrzą na wariatów, którzy katują tu swoje motory. Klasa PROTO jedzie na końcu, co oznacza, że koleiny w wodzie mogą  być już  głębokie. Czekamy i czekamy i czekamy i czekamy i............................  Oczekiwanie zamienia się w nieskończoność.

Nareszcie. Doczekaliśmy się. Nasza klasa zaczyna startować od godziny 16.
Pierwszy atakuje Marcin. 4 Litrowy silnik BMW wkręca auto na obroty. Simex nie jest jednak najlepszą opon na piach i w pewnym momencie myślimy, że stanie zatopiony w wodzie. Jednak nie, poszedł dalej jak przecinak. Meta. Czas: 1:33.

Jesteśmy następni w kolejce. Niestety nasz uszkodzony układ kierowniczy nadal nie pozwala na pełną kontrolę nad autem. Po dodaniu gazu auto jedzie gdzie chce. Auto prowadzą od tej pory koleiny, a my nie mamy nad tym kontroli. Mogę tylko kontrolować wychylenia koła. Dwa razy koła skręciły nam na maxa w prawo prawie zatrzymując i wywracając auto. Mimo to jedziemy. Woda zakrywa mi przez chwilę szybę, auto pod wodą. Silnik pracuje jak oszalały, mieląc piaskowe dno i wyciągając nas na brzeg.
Meta. Czas 2:09. Jest dobrze. Najważniejsze, że przejechaliśmy i nie mamy taryfy.

A i jesteśmy nawet uwiecznieni na oficjalnej stronie rajdu:
źródło zdjęcia: http://www.ladoga-trophy.ru/english/photo.php?year=18108&category=2010&next=20

Kolejne załogi również jadą z pewnymi trudnościami. Finowie prawie wepchnęli auto na metę. Woda była tak głęboka że machina odmówiła posłuszeństwa. Czasy oscylują w okolicach 2 minut. Marcin z Magdą pierwsi.

Zaczyna się OS po wydmach. Tam brak kontroli nad układem kierowniczym jeszcze bardziej daje się we znaki, szczególnie przy zjazdach. Koła, pod naciskiem auta  skręcają w sypkim piachu raz w jedną raz w drugą, blokując ruch postępowy scorpiona. Jedziemy tak od prawej do lewej, ale ważne że jednak do przodu. Przejechaliśmy. Czas w miarę dobry.
Marcin przestrzelił jedną zawrotkę i musi cofać. To kosztuje go cenne sekundy.
Defecta prowadzi sam Michał. Na jego twarzy widać przeogromny wysiłek jak musi włożyć aby wykonać skręt. Defect nie ma przecież wspomagania. Ale jest dobrze. Udało Mu się i ukończył Odcinek.

Cały dzisiejszy dzień minął nam bardzo szybko. Wypełniony był prawdziwym lenistwem ( w porównaniu oczywiście do poprzednich odcinków). Podczas długiego oczekiwania na start oddawaliśmy się miłemu nieróbstwu, opalając się czy pogadując z rozmaitymi ludźmi. Prawdziwy iście nadmorski wypoczynek. I w dodatku pogoda dopisała.
Powoli wszyscy się rozjeżdżają. My, jako że byliśmy jedną z ostatnich załóg na odcinku, pakujemy wszystkich na scorpiona i wieziemy na start. 8 chłopa przyczepionych na aucie wygląda jak wesoły autobus.
Tuż przed końcem drogi widzimy wyglądający niewinnie trawers, którego zbocze kieruje do dopływu jeziora. 6 osób na dachu jednak podniosło znacznie środek ciężkości i auto mocno się bujnęło. Na szczęście zapanowaliśmy nad sytuacją, nie gubiąc po drodze żadnego zbędnego balastu. Jedziemy dalej.
Wszyscy pakują się do aut. Ale nie dla nas utarte ścieżki. Wraz z Adamem postanawiamy, dzielące nas od campu 4 km, przejechać  plażą. Czuję się zupełnie jak podczas naszego ( Tomka i mojego ) zeszłorocznego wyjazd do Obwodu Kaliningradzkiego. Tam całkowicie normalne jest jeżdżenie po plażach samochodem.
Po powrocie biegniemy się wykąpać do pioruńsko zimnego jeziora. Szybka obiado - kolacja, piwko i zaczynamy biesiadę.
Dziś jest ostatni wspólny dzień z załogą Defecta: Gosią, Arkiem, Michałem, Adamem i Robertem. Oni jutro o 9 mają być w Sankt Petersburgu. Ten wspólnie spędzony czas zbliżył nas wszystkich do siebie. Przyjechaliśmy tu jako obcy ludzie. Po kilkunastu dniach na dziewiczych terenach Rosji staliśmy się bliżsi sobie. Wszystko jest wspólne, każdy korzysta z tego co jest mu akurat potrzebne. Może to rosyjski klimat stwarza taką swoistą komunę?

Bardzo dziękuję całej załodze za mile spędzony ten czas i mam nadzieję że w przyszłym roku spotkamy się znowu.

Wracając do rezultatów dzisiejszego dnia to okazało się, że osiągnięty przez nas wynik spowodował, że w klasyfikacji generalnej podskoczyliśmy na 7 miejsce w klasie PROTO.                                                                                                                         Na tę chwilę Marcin z Magdą mają 2. Dodam tylko że na pierwszej liście startowej było 13 załóg w naszej klasie

Informacja z ostatniej chwili. Duńczycy w klasie tr2 trzy dni temu utopili samochody na bagnach i zostali tam wszyscy pomagając sobie nawzajem. Przez trzy dni próbowali dostać się tutaj na kolejny obóz. Pieszo i stopem. Są wykończeni. Auta po wyjęciu przez organizatorów po imprezie zostaną odesłane im kurierem.

Idę teraz kontynuować biesiadowanie z towarzyszami.

Comments