Dzień 3 - poniedziałek

Wstajemy o godzinie 8.

Przygotowujemy auto, kończymy montować naprawione przez nas koło. Start mamy o 12 a o 10 jesteśmy zwarci i gotowi . Mamy 12 km dojazdówki więc nauczeni doświadczeniem wyjeżdżamy godzinę wcześniej. Jedziemy sobie spokojnie, dookoła piękna okolica, zupełnie jak na wycieczce krajoznawczej. Nagle auto zaczyna ściągać na prawo. Coraz bardziej i bardziej i stop znowu mamy flaka. Co robić? Mamy 45min i 2 km do startu. Odkręcamy koło i  wkładamy dętkę, okazało się  że łatka którą przykleiliśmy dzień wcześniej nie wytrzymała. Na nasze szczęście mijający nas serwis Magdy zatrzymuje się. Wsiadam do pick-upa i pędzimy na bazę zabrać na zapas dodatkowe dętki  i zapomnianego Chipa. Kiedy wróciliśmy Sebastian kończył właśnie wymianę.

Pędzimy na start. Mamy 4 minuty spóźnienia. Jesteśmy dopuszczeni. Zdążyliśmy minutę przed poprzedzającą nas załogą.           Tri dwa adin go -  wystartowaliśmy żwawym tempem, przemieszczając się w stronę pierwszego waypointu. Nasze tempo szybko zostało jednak ograniczone przez wielkie koleiny od krazów wywożących z lasu drzewo.                                                                 

I tu spotykamy Defecta Adama, z urwaną przekładnią kierowniczą.Widzimy że Chłopaki jakieś miny mają nietęgie. Co się okazało awarii towarzyszyło bardzo niebezpieczne wydarzenie. Po urwaniu przekładni padła koncepcja aby ściągnąć ją liną od wyciągarki. Adam ściągał linę, a Arek w tym czasie patrzył co się  dzieje z przekładnią. Nagle, kawałek ślizgu który pękł od wyciągarki przeleciał jak pocisk Arkowi tuż obok głowy. Przerażenie w oczach. Byłaby tragedia. Na szczęście Ładoga nie chciała ofiar a bynajmniej nie wtedy i nie takich. Defect jedzie się spawać na bazę.

GPS prowadzi nas na teren wyrąbiska. Waypointy porozkładane są w trudno dostępnych miejscach. Ciągle trzeba się przebijać po pieńkach które średnio ścinane są na wysokości 60cm. Trzeba bardzo  uważać aby nie uderzyć w nie mostami. Szczególnie jest to istotne na stromych zjazdach i podjazdach którymi prowadzi trasa. Kilka kilometrów po takim terenie może zmęczyć każdego. Zmęczyło również nasz przewód hamulcowy który pękł przy samym zacisku. Najgorsze że stało się to na ostrym zjeździe. Poczułem nagle całkowity brak hamulców. W ostatniej chwili  uderzyłem w pieniek aby się zatrzymać. Inaczej spadłbym z 80 m zjazdu na pieńki które auto rozerwałyby w pył. Zjechaliśmy na asekuracji. Na dole zamknęliśmy zawór od przewodu  i odpowietrzyliśmy układ. Ten mały incydent zabrał nam kolejne 30 minut.

Dalej trasa prowadzi korytem strumienia, w który wpadamy z impetem. Kilkaset metrów dalej czas się zatrzymał. Wszystko przestało być ważne. Po naszej prawej stronie mienił się w blasku słońca 15 metrowy wodospad. Nie mogliśmy się oprzeć, aby pod niego nie podjechać. Delikatnie i powoli podjechaliśmy do samego skraju niszy abrazyjnej ( urwisko występujące na dnie pod wodospadem). Dla scorpiona to nie jest naturalne środowisko ale niech się przyzwyczaja, było pięknie. Na  samą Ładogę warto przyjechać tylko dlatego aby tam być i cieszyć się takimi chwilami. Nie ważne są czasy, taryfy czy miejsca. Ważne jest aby na to popatrzeć i zapamiętać bo to obrazek który nigdy więcej się może nie powtórzyć. Po wielu latach zabawy w off-road  taki widok jest jak nagroda za to wszystko na co człowiek tak tyrał  czy w garażu czy w pracy by na to zarobić. Cieszyliśmy się jak dzieci. Zaczęliśmy kręcić filmy z kasku i samochodu  i po prostu karmić swoje oczy tym widokiem. Obiecuję swojej Rodzinie że zabiorę ich w to miejsce aby mogli zaznać tego co ja. Dla osób które znają Plitwickie Jeziora na Chorwacji to niech wyobrażą sobie podobne miejsce tyle że nie w parku z biletami i wydzielonymi ścieżkami a w leśnej głuszy w której wędrujesz tam, gdzie cię oczy poniosą. Aby  było jeszcze milej, dwie miłe Rosjanki toples opalały się na szczycie wodospadu serdecznie nam machając

Z dużą niechęcią oddaliliśmy się w stronę lasu gdzie prowadziła trasa. Wśród stromych zarośniętych zboczy spotkaliśmy Rosjan i Finów w swoich pojazdach. Od tej pory jechaliśmy w trójkę prowadząc mini rywalizację. Kolejność co chwilę się zmieniała. Jedna ekipa cięła przez las, druga szła trawersem po skałach a trzecia waliła na wprost przez mega łagier. Każde auto konstrukcyjnie było przeznaczone do innego rodzaju podłoża. Było zabawnie.                                                                                                      

Finowie przebijając się głównie dużymi koleinami w pewnym momencie się przewrócili. Reakcja była natychmiastowa. Rosjanie i my wyskoczyliśmy z aut z pomocą. Przed Finami Rosjanie zrobili boka. Kiedy wyjechaliśmy z lasu nasze drogi się rozeszły. Finowie uszkodzili drążki i zakończyli walkę a Rosjanie ugrzęźli. My mijając ich pojechaliśmy do mety.

Podczas dzisiejszej trasy, w chwilach gdy wokół nas pojawiały się piękne widoki, raczej skupiliśmy się na podziwianiu przyrody i  w sposób naturalny odpuściliśmy jakiekolwiek tempo, ale kiedy do mety było już niedaleko i istniała potencjalna szansa że zdążymy, mocno przyśpieszyliśmy. Tempo było niezwykłe 4 waypointy zrobiliśmy w kilka minut jadąc trochę na wariata. Czasu mało, bardzo mało. Odliczamy minuty ostatnia prosta. Scorpion dostaje skrzydeł.

Wpada na metę. Sprawdzamy czas 4 godziny 59 minut 16 sekund. Limit 5 godzin. Jest wspaniale odcinek zamknięty w czasie.  Tak nam się wydawało do momentu kiedy zobaczyliśmy tablicę wyników. Okazało się że do naszego czasu doliczyli nam nasze czterominutowe ,spóźnienie co przekroczyło czas 5 godzin i dostaliśmy taryfę - kara 6 godzin. Ale jakoś nie zrobiło to na nas żadnego wrażenia. Dla nas trasa przejechana  w czasie, a to co zobaczyliśmy po drodze zostaje w naszych wspomnieniach na zawsze. Dla nas taki rajd to nie tylko walka o miejsca i punkty, to niesamowita przygoda i niezapomniane wrażenia. A każdy kto nie miał czasu zatrzymać się, aby spokojnie spędzić chwilę w ciszy, odprężyć się, zrzucić ciśnienie - niech żałuje.

Jesteśmy na campie. Zmęczeni i głodni. Fasolka i żurek postawił nas na nogi. Adam powrócił Defectem późno w nocy, oczywiście z urwaną przekładnią i problemem z hamulcem. Ale ich cel również został osiągnięty cała trasa przejechana. Idziemy spać o 4.

Comments