Dzień-5

Wreszcie wyspani i wypoczęci zjadamy na śniadanie pyszną jajecznicę na rosyjskiej
słoninie przygotowaną przez Dziadka. Start mamy o 13 wiec wszystko zdążymy przygotować.

Chłopaki w między czasie idą na spacer poszukać mogił. Camp na którym jesteśmy jest cmentarzyskiem ponad 11000 osób które zginęły podczas wojny. Mieszkańcy mówią, że ciągle ich odkopują i robią im groby.  Na drodze do jednego z odcinków spotykamy pomnik, a raczej miejsce pamięci gdzie w sposób regularny poukładane są różne przedmioty z wojny, hełm, amunicja, elementy uposażenia żołnierza. W Polsce takie przedmioty zostałyby od razu skradzione. Tutaj leżą sobie spokojnie.

Do startu mamy 7 km, zgodnie z zasadą wyjeżdżamy dwie godziny wcześniej. Dojeżdżamy punktualnie godzinę przed czasem. Droga była tak dziurawa i wyboista, że z lawetą jechaliśmy w tempie marszu.

Wszyscy uśmiechnięci zadowoleni, każdy życzy sobie powodzenia.

 Przyjeżdżają nasi ulubieńcy czyli dwie HUNTA.


 
Po zrobieniu kilku fotek porównawczych aut z tej samej klasy rozpoczynamy rywalizację.
My jedziemy przedostatni. Hunty, które wystartowały tuż przed nami za chwilę rozpoczęły swój pokaz  w pobliskiej rzeczce, kiedy przyszła nasza kolej, szybciutko wyminęliśmy ich, przepływając na druga stronę i uciekając wąskim podjazdem. Chłopaki dalej obserwowali zabawę kolosów przez dobre pół godziny. My będąc już daleko, doganialiśmy jednego z Sherpów. Na jednej z sekcji kamiennych wyminęliśmy go i uciekaliśmy dalej. Jedna z tociek doprowadziła nas do krawędzi jeziora. Tam płyniemy wzdłuż brzegu. W oddali widzimy lidera do którego systematycznie się zbliżamy.

VIDEO


 
Kiedy wpada na zimniki dopadamy go i nagrywamy na kamerze. Na tym terenie to my rozdajemy karty. Argo jest wręcz stworzone do takiej jazdy czuje się tu jak ryba w wodzie. W którymś momencie zaczyna nam przerywać zapłon a komputer podaje jakiś błąd. Szybka diagnoza wskazuje na wysoką temperaturę.  Faktycznie jest bardzo gorąco a silnik pracuje na maksymalnym obciążeniu. Usuwamy pokrywę i wracamy do gry. Znowu doganiamy i mijamy Sherpa. Na mecie meldujemy się znowu z trzecim czasem 10 minut od pierwszego. Rywalizacja naprawdę zaczyna być bardzo wyrównana nawet quad 6x6 był tylko 4 minuty przed nami na trzygodzinny odcinek. Arek podczas przepraw rzecznych opracował nową technikę wciągania argo na krawężnik błotny. Jak gąsienica nie chce wjechać to łapie go ręka i ciągnie na siebie, wtedy łapiemy trakcje on ucieka, a ja jestem na lądzie J. Taka manualna wyciągarka silnik jeden kucyk.

Kolejny dzień szczęśliwy, wszystko jak w zegarku żadnych niespodzianek. Na campie czeka fasolka po bretońsku oczywiście serwowana przez Dziadka. Chłopaki biorą się za serwis. Doszli już do takiej wprawy, że w 3 godziny robią pełen przegląd ze smarowaniem wszystkich niezbędnych elementów. Na potrzeby serwisu zgodnie z Piotrka koncepcją została wyprodukowana mała myjnia. Dużą skrzynię z wodą przyciągnęli Argo i po podłączeniu własnej pompy i karchera mamy myjnię. 

Po umyciu gąsienic znajdujemy pierwszą niewielką usterkę. Pęknięty wąs gąsienicy na szczęście sam czubek.

Jeszcze musimy oddać GPS do zgrania. Tym samym docieramy do punktu kontrolnego. Krzycho prowadzi. Po chwili zaczepia mnie jakiś gość i tłumaczy że zostało złożone doniesienie na mnie w sprawie mycia pojazdu w jeziorze. I nakładają mi karę zgodną z regulaminem 5000 rubli. Mam godzinę na zapłatę inaczej dyskwalifikacja. Ten temat kar jest mi tu dobrze znany. Jeszcze nie miałem go na sobie, ale wiem że tu nie ma dyskusji i odwołania. Więc grzecznie idę po kaskę i płacę. Trochę droga wyszła nas ta wczorajsza kąpiel i to bez woskowania, no cóż ŁADOGA.   

W między czasie przyjeżdża Dagmara z Romanem. Szczęśliwi i zadowoleni z ukończonego odcinka w limicie. Opowiadają o swoich wrażeniach. Rozmowy i dyskusje trwają do północy. W międzyczasie Arek z Wiktorem idą jeszcze pobiegać. Kończę pisać zaległą relację i powoli idziemy spać.

Nad niebem ptaki tworzą gigantyczny klucz, w Rosji nawet ptaki mają rosyjską mentalność  все большие


Comments