Dzień-4

Ruszamy na odcinek. Startujemy z końcowej pozycji. Trasa prowadzi po pagórkowatym terenie pełnym gigantycznych kamieni. Na pierwszych kilometrach spotykamy Sherpa Lidera, który rozciął oponę na około 4cm. Nie wierząc własnym oczom Aleksiej zszywał ją. Nie mam pojęcia jak to robił. W dalszej części  mijamy serię rozwalonych quadów i proto z urwaną zwrotnicą. Sekcja górska zaczyna być coraz trudniejsza. Podjazy i zjazdy naprawdę są poważne. Pierwszy raz zacząłem stosować technikę zjazdu z góry używając wstecznego biegu. Po lekkim dodaniu gazu hamulce gąsienicy momentalnie stają. Sherp dochodzi nas kiedy próbujemy wytyczyć trasę. Ale chwilę później znowu go mijamy na podjeździe. On musi się wciągać my idziemy na trakcji. Na jednym ze zjazdów Sherp prawie robi rolkę przez bok. Sytuacja bardzo niebezpieczna. Ze względu, że nie możemy mu pomóc mijamy ich i jedziemy dalej.

Na niemal pionowej ścianie czeka Jurij z ekipą filmową. Jesteśmy tam wszyscy. Sherp nie może się zmieścić jadąc po bardzo wąskim szczycie dlatego  piłą wycina drzewa. Walka jest bardzo wyrównana. Argo wbrew moim obawom fantastycznie radzi sobie na skalnej sekcji. Mijamy jeziorko morenowe gdzie trzeba wzdłuż brzegu przejechać po wielkich skałach  Po drodze jeszcze kilka niewielkich zimników i dojeżdżamy do mety. Jesteśmy bardzo zadowoleni. Odcinek kończymy na 3 miejscu z kilkuminutową różnicą do pierwszego.  Po powrocie na camp zgłosiłem uwagę do komisji w sprawie błędnie naliczonego  pierwszego dnia.   Sprawa wyjaśnia się na miejscu co w konsekwencji daje nam kolejny przeskok o oczko do góry i teraz jesteśmy już z czwartym czasem w generalce. W drodze do domu nie możemy oprzeć się kąpieli w pobliskim jeziorze. Przy okazji wodujemy Argo aby dokładnie je umyć, trzeba się odwdzięczyć po takiej ciężkiej pracy.

 Jest godzina 23.45. pijemy sobie piwko, lokalną wódeczkę, należy się nam. Z Romanem opowiadamy sobie różne historie.  Oni dzisiaj nie byli na odcinku ponieważ musieli usunąć drobne usterki. Cały czas się wspieramy i w najdrobniejszych motywach pomagamy. Zabawnie było usłyszeć z ust Romana słowa w których stwierdził, że jednak wszystko co opowiadałem o Ładodze nie było opowieściami wyssanymi z palca, począwszy od znajomości roślinek, poprzez podejście do klienta skończywszy na drogach donikąd.

Po takim maratonie kończymy dzień na tarczy. Powiedzmy sobie wprost dostaliśmy mega w dupę przez ostatnie 48h. Ładoga pokazuje swoje prawdziwe oblicze, pokazuje, że rajd to nie tylko rajd to jest wszystko: organizacja, planowanie, dynamiczne reagowanie na wydarzenia, pełna gotowość, zaangażowanie i duża odporność psychiczna na  stres, zmęczenie i zagrożenia. W  chwili próby cała ekipa stanęła na wysokości zadania i  jest banan na ustach.

Krzycho ma dzisiaj swój dzień dziecka, pijemy jego zdrowie, a w ramach rozrywki ujeżdża seagway'a  rosyjskiego kolegi. Co ciekawe ten model jest zdalnie sterowany z telefonu J. Piotrek organizuje mu darmowy prysznic. 


Comments