Dojazd do Petersburga


                 28 maja 9 rano czasu polskiego, to  czas planowany do wyjazdu w kierunku Łomianek, tam mamy przepakować się na przyczepę Adama. Ulewa w lodzi niestety opóźnia nas o jakieś dwie godziny. Mimo wieloletniego doświadczenia w pakowaniu mam wrażenie, że zajmuje mi to za każdym razem coraz więcej czasu.  Tym razem z Tatą  pakujemy do explorera 6 skrzyń i jedną do Argo. Ilość zabieranych rzeczy z roku na rok jest coraz większa, chyba nam się standard podnosi, albo po prostu się starzejemy i jesteśmy coraz bardziej wygodni.  O godzinie 13 docieramy do chłopaków. Michał z Adamem informują nas, że mają tylko jeszcze małą sprawę a mianowicie wyciąć kostki w nowych buggerach. Tradycyjna technika z rozgrzanym dłutem się nie sprawdziła więc w ruch poszła piła szablasta.

Film z YouTube



Dalej jedziemy do Michał, który czeka na nas z Arkiem. Oczywiście nie może być łatwo, laweta po przepięciu do defendera nie ma części świateł. Po paru modyfikacja Arka jest światłość.

Teraz już naprawdę ruszamy w stronę granicy.  

 

Po stronie litewskiej koło 3 w nocy zatrzymujemy się na małą drzemkę. W sprinterze Adam idzie do swojego wodnego łóżka, krzysiek okupuje przednie siedzenia, a my z michałem zajmujemy środkową lokatę. 
6 rano budzi nas dzwonek w telefonie. Przez radio budzimy chłopaków w defenderze. Arek docenia świerze powietrze, które wtłaczało się do środka salonki poprzez otwory techniczne w jakie został wyposażony def. Konsekwencją były lekko odmrożone stopy ale podobno tak ma być.

Zjadamy przysmaki w jakie wyposażył się Michał (salceson zwany cwaniak) i ruszamy

Na Łotwie kolejny postój na tankowanie. Zaczyna się. Okazało się, że opony na lawecie po przejechaniu 700km starły się od wewnętrznej strony. Na szczęście zaparkowaliśmy obok serwisu opon (tzw szynomontaż). 
Nie czekając, aż łaskawie pan zacznie zdejmować koła, Arek zdjął podnośnik z lawety, Michał wziął klucz udarowy i 5 minut później specjalista dostał opony do zamiany stronami. Cała usługa kosztowała nas 5 euro, szef chyba nie miał sumienia wziąć więcej.  To dopiero pierwsze symptomy tego co nas czeka. Tak zwana Michała trzyseta również chce nam coś powiedzieć zostawiając nieznaczne plamy oleju pod sobą. 

    Granica rosyjska. Kto był to wie, że tu nigdy niczego nie można być pewnym. Na przykładzie zeszłego roku, chłopaki aby przewieźć amfibie musieli odwiedzić trzy granice w dwóch krajach. Argo (amfibia) nie ma dowodu rejestracyjnego, wygląda jak mały czołg i ciężko to  wszystko wytłumaczyć. Bez dobrej woli poprostu się nie wiedzie. W tym roku przygotowaliśmy serię różnych dokumentów oczywiście z czerwonymi okrągłymi pieczątkami, oni je uwielbiają. Podczas odprawy było komicznie. Okazało się że musimy napisać podanie, ale po rosyjsku. Z dogadaniem się większych problemów nie mamy, ale co innego napisać teraz klasówkę ze słuchu. I tutaj zabłysną  michała. 15 lat nie pisał cyrylicą, ale podobno się tego nie zapomina. Z bólami  Pani pograniczniczka podyktowała treść, a Michał przelał ją na papier. Zabawny moment był kiedy pani mówi ".....zapytajka"  a Michal pisze zaaapyyyyt...  , oczywiście chodziło o znak zapytania. W innej chwili Pani mówi. "tolka bez aszybki" a ja błysnałem "ty chodźmy resztę dokumentów wypełniać za szybką - bo  weszliśmy 
wcześniej do środka "tłumaczenie  - pisz ...tylko  bez błedu".
Po niecałych trzech godzinach byliśmy na terytorium federacji
Teraz już prosta droga do petrsburga
Trzyseta - podniesiona maska, obok wspomagania znalazł się młotek, i coś się gdzeje

   
Comments