Dzień 2 - księżyc





Zaczął się drugi dzień - niedziela. 

Obudziliśmy się o 7, przynajmniej tak nam się wydawało. Po sprostowaniu i uwzględnieniu różnicy czasów okazało się że jest 9. Jesteśmy 180km od startu na którym musimy być o 13.30 wydawało by się, że to dużo czasu, ale nie w tej części Rosji. Tutaj 50km można jechać nawet 2 godziny po szutrach z półmetrowymi dziurami.

Jest godzina 13 nawigacja doprowadza nas do miejsca gdzie kończy się droga. Z pomocą przychodzą nam Rosjanie i tłumaczą, że musimy zawrócić 20km. Ciśnienie rośnie, Adam zaczyna palić fajkę za fajką. Dwa lata temu razem jechaliśmy na ten start i też nie można było trafić. Tamtego dnia on dostał taryfę a my zdążyliśmy w ostatniej minucie. Czy historia się powtórzy ?.

Jest 13.15 zrzucamy auto z lawety, ale nadal nie widać startu. Adam z Michałem wjeżdżają do lasu, ja Czarek i Arek gonimy ich Jeepem. Niewinna leśna droga po chwili zamienia się w trawers z koleinami po 40 calowych kołach. Tutaj Jeep miał swoją Ładogę. Czarek nie odpuszczał, gonił Taxi i wyciskał z niego ostanie niepogięte elementy podwozia. Rzeczy latały po całym samochodzie. Presja była podwójna, wiózł pilota Adama i jechał jedyną drogą dojazdową do odcinka specjalnego. Nie było miejsca aby zawrócić lub wyprzedzić. Więc jeżeli inne załogi zobaczyły by taki kiosk na drodze najprawdopodobniej by go rozebrali, staranowali lub po prostu przejechali po nim. Ostatnie jest najbardziej prawdopodobne i już raz mieliśmy okazję się przekonać, że oni nie żartują.

Jest 13.28 Adam wpada na start, sędzia aktywuje logger i poszedł. Udało się, dwie minuty dzieliły go od dyskwalifikacji i taryfy. Tuż przed nim wystartował Żaba, oznacza to, że po wczorajszym apogeum polskie załogi wystartowały w komplecie. Chłopaki po chwili jechali razem, jednak niepokojący odgłos jęczącej opony zmusza Adama do zatrzymania. W ferworze walki w Taxi wszedł kołek o średnicy 15cm, i 2,5m długości . Wbił się tak mocno, że przeszedł przez całe podwozie zniszczył okablowanie blokady mostów i prawie zgniótł zbiornik. Żaba przy użyciu mechanika wyrwał chwasta.  Arek naprawił przewody i ruszyli dalej. Kiedy dogonili Żabę,  odwdzięczył się wyciągając ich z chwilowych kłopotów.

My spokojnie wracamy jeepem do lawet. Dziś Argo nie jedzie, ten odcinek jest bardzo szybki po skałach z wąskimi przesmykami. Dwa lata temu scorpionem musieliśmy wciskać się na chama aby przejechać. Mało widowiskowy odcinek, ale oczywiście piękny dla załogi. Najpierw pomiędzy drzewami wjeżdża się na kilku metrowe półki skalne aby po chwili z nich zjechać. Taki teren ciągnie się przez 4 km. Później łagier, ale po wczorajszych mokradłach to była czysta przyjemność. Dalej znowu skały, bagna, skały i meta.

Rozentuzjazmowany Adam podjeżdża do nas po niecałych 3 godzinach walki. Był tak zadowolony, że nie zauważył, że pogiął swoją nową felgę. Ale Czarek przy użyciu precyzyjnych narzędzi do obróbki aluminium usuwa usterkę.  (młotek, kołek drewniany) 
Są pierwsze punkty. Jutro będziemy znali pozycję. Każdy kto dzisiaj wystartował był bohaterem, bo wczoraj na bagnach zostało ponad 12 załóg na noc i wiele jeszcze tam pozostało.
 
Teraz jedziemy do kolejnej bazy najbardziej wysuniętej na północ od Ładogi. Dla samej tej drogi warto tu być. Główna  arteria to piaskowa droga która ciągnie się prawie 200km, tylko nieznaczna część pokryta jest asfaltem. Kilka godzin wśród lasów i wzgórz, w tle gra „darnożyje radio karelia” a zachodzące słońce oświetla nam ciepłymi promieniami drogę.
 
Tym razem opaska na oczy się przyda bo białe noce już pokazały nam swoją moc w ostatnich latach zaburzając szyszynkę i cały rytm dnia
Idziemy rozbijać namioty i do kąpieli.

Wiadomość z ostatniej chwili, okazało się jednak że jedna załoga z klasy TR3 ukończyła  wczorajszy odcinek w czasie.  Auto które chłopaki prowadzą jest wykonane całe z aluminium włącznie z ramą i wahaczami. Całość waży 1250kg i jest na laplanderach.

                                                                                                                                        Wojtek
 

Comments