Dzień 4 - zniszczenie



Jest 4 dzień rajdu (wtorek), ale dopiero dzisiaj Ładoga pokazała swoje prawdziwe oblicze. Wszystkie polskie załogi odniosły straty. Nikt nie ukończył odcinka o czasie. Najgorsze straty odniosła ekipa z gdańska jadąca Land Rowerem w klasie TR1. Urwały im się poduszki od silnika i w takim stanie jechali 2km (OSu) do mety. Konsekwencje są poważne, pourywana instalacja elektryczna i hydrauliczna, olej leci z każdego miejsca. Co gorsze oni przyjechali tu na kołach. Koledzy dzisiaj spróbują się naprawiać, ale już wstępnie powiedzieli organizatorom, że przerywają rajd.

Załoga Żaby dojechała do mety, ale 20 minut po czasie. Przez cały czas mieli jakieś usterki. Głównie doskwierał im problem z zawieszeniem, (np. pęknięty panhard) i elektryką. Dodatkowo 300 metrów, od mety pogięli klatkę. A także przebili oponę w holowniku, co ciekawe na zwykłej drodze. Granitowy kamień wielkości pięści  ostry jak nóż wszedł w oponę jak w masło. A tutaj dużo jest takich dróg.

Adam pod koniec odcinka wyrwał całe gniazdo od panharda.  Kawał sześciomilimetrowej stali wygląda jak wyłamany kawałek  plastiku w zabawce.  Brak możliwości kierowania zmusił go do powrotu, gdyż przed nim był właśnie niszczycielki odcinek 300m, gdzie w głębokich koleinach zalanych błotem w gęstym lesie, czyhały zanurzone wielkie korzenie, które za wszelką cenę chciały unieruchomić nieproszonych gości. 

Ekipa Żaby również napisała protest dotyczący wczorajszego dnia. Z powodu  problemów z elektryką loger przerywał i nie zarejestrował kilku punktów. Sprawa jest o tyle dziwna że w poprzednich edycjach logery miały własne zasilanie.

Nasze Argo również ucierpiało, co się okazało dnia wczorajszego. Kij który przeszedł przez gąsienice  przebił oponę na odcinku 4cm.  Dodatkowo mamy problem z paskiem napędowym który się pruje i jego żywotność jest już bardzo ograniczona. Niestety z braku zapasowych części u dystrybutora nie zdążyliśmy dokonać żadnych zakupów. Aby tego było mało podczas wjazdu na lawetę, Argo zsunęło się na Jeepa i przygniotło kawałek karoserii. Na szczęście klapa była otwarta inaczej stracilibyśmy tylną szybę

Właśnie niedźwiadek (Arek Najder) wyjmuje silnik z landka.

 Technika jest godna podziwu. Oczywiście żurawia tu nie mamy więc jako dźwig robi konstrukcja składająca się z najazdów od lawet, obciętego drzewa i siły ludzkich rąk.

Pozytywnym akcentem jest fakt, że uznano nam reklamacje czasu, ponieważ  drugiego dnia Adam ukończył odcinek, ale  dostał karę za niby ominięty punkt.

Mimo przeciwności losu nastroje wszystkich są wspaniałe. Oczywiście wiele dni poza domem z dala od rodziny, niektórym daje się we znaki. Czasami Adam siedząc między nami zamyśla się i jest, ale go nie ma. Już wiemy, że tęskni za swoją Dorotką i Dziećmi. Prawda jest taka, że zdarza się to każdemu, również chętnie zobaczyłbym swoich Urwisów i Żonkę, która codziennie mówi mi, co gdzie mam spakowane.   

Świat jest mały. Właśnie spotkałem Igora z Parapower który wyprodukował mój napęd do paralotni J.

Jest 12 w nocy obóz nie  śpi, dookoła słychać głos agregatów, diaksów, trzaski metalu. Tak będzie do samego rana, dzisiaj mechanicy nie idą spać.

                                                                                                                                             Wojtek



Wyniki na dzień dzisiejszy

Adam 7 miejsce było 6

Żaba 10 miejsce było 6

Adamski 9 miejsce było 5

Prowadzi Aluminiak - Łotysze

Comments