Dojazd - federacja












W przeciwieństwie do poprzednich lat tym razem wyruszyliśmy prawie o czasie, ponieważ wstępny plan zakładał start o 8, a ostatecznie wyjechaliśmy ok 12. Po drodze musieliśmy zebrać resztę ekipy więc najpierw pojechaliśmy po Arka który miał zaciągnąć jeszcze do Suwałk na przyczepce Argo. Tam mieliśmy spotkać się z Czarkiem, który miał dalej ciągnąć Argo do Rosji. Z Suwałk wyjechaliśmy ok. 17, droga mijała całkiem przyjemnie, a ponieważ mieliśmy bardzo duży zapas czasu poruszaliśmy się raczej tempem turystycznym. 

Pierwsze niepokojące wieści dotarły do nas w środku nocy kiedy to ekipa Witka dotarła na nasze ulubione przejście graniczne pomiędzy Łotwą a Rosją i poinformowała nas, że nie mogą przekroczyć bez wypełnionego karnetu ATA. Niezmiernie nas to zdziwiło, ponieważ przez ostatnie trzy lata zawsze bez problemu w miłej atmosferze przejeżdżaliśmy granicę. 
Całą noc jechaliśmy w napięciu, zastanawiając się w czym jest problem. Po krótkiej drzemce w nocy ok. godziny 8 dojechaliśmy na przejście graniczne. Tutaj od razu dostaliśmy informację od Łotyszy iż mamy marne szanse na przekroczenie granicy, ale to jakoś nas nie zniechęcało. 

Początek odprawy przebiegał jak zwykle w miłej atmosferze, po niecałej godzinie mieliśmy już podstemplowane wizy na wjazd teraz została nam tylko odprawa sprzętu i samochodów. Tutaj właśnie zaczęły się problemy typu gdzie karnet, oczywiście upieraliśmy się, że skoro trzy razy mogliśmy wjechać bez karnetu do dlaczego teraz nie możemy. Odpowiedź była prosta, że zmieniły się przepisy, co nie do końca jest prawdą, gdyż karnety obowiązują od kilku lat, ale organizator rajdu zapewnia że jeżeli wyśle się do niego spis aut, które będą jechały to on wyśle odpowiednie pismo na przejście, które zapewnia bezproblemowe przekroczenie granicy. Oczywiście wszystkie te kroki wykonaliśmy, lecz tym razem to było za mało. Na nic było też tłumaczenie, że w ubiegłym roku dokładnie to samo auto, przyczepa i nasza taksówka przejechały bez problemu, lecz to też niewiele pomogło. 
Co ciekawe nikt nawet nie chciał sprawdzić co chcemy wwieźć do Rosji, ale od razu stwierdzono, że mamy coś do oclenia, więc powinniśmy posiadać karnet. Kiedy wytłumaczyliśmy, że nie mamy nic do oclenia to okazało się, iż zapasowe dwie opony do taxi są wyjątkowo wartościowe. Oczywiście od razu wpadliśmy na pomysł to zjedziemy z lawety w końcu posiada dowód rejestracyjny i przyczepimy jakoś opony jako zapas, ale tutaj szybko celniczka zgasiła nasz zapał pytaniem „a po co chcemy wjechać pustą lawetą do Rosji” no cóż to nam dało wyraźny sygnał, że chyba jednak się nie uda… 
Jednak po pewnych rozmowach ten pomysł może by nawet przeszedł, stwierdzono jednak, że w ogóle wjechaliśmy nie na ten pas, ponieważ nasz sprinter to auto ciężarowe (w dowodzie widnieje wpis 7000kg , który oczywiście oznacza dmc zestawu auto plus przyczepa), ale blisko godzinę nikt nas nie słuchał, aż w końcu jakiś Rosjanin, który właśnie przekraczał granicę bardzo podobnym zestawem wytłumaczył celniczce, że mamy rację. 
I wtedy kiedy już 6 godzinę staliśmy na przejściu pojawiła się iskierka nadziei kiedy to dostaliśmy kolejne dokumenty do wypełnienia, ale tym razem było to oświadczenie na pojazdy, które wjeżdżają, a wiadomo że to ostatni dokument jaki trzeba wypełnić przed wjazdem do kraju. Niestety kiedy to zrobiliśmy podarowano nam kolejny komplet dokumentów tym razem wyjazdowych z Rosji i teraz nie mieliśmy już złudzeń, nie damy rady tutaj przejechać granicy. Jeszcze wyjeżdżając z granicy dowiedzieliśmy się, iż właśnie na tym przejściu odbywa się kontrola po stronie rosyjskiej i dlatego stwarzają dziwne problemy.
Po powrocie do unii zaczęliśmy kombinować jak tu zdobyć karnet (aczkolwiek nie wiadomo czy tak naprawdę by nam pomógł), ale wiadomo musi zostać podbity w KIG więc pomysł odpada ponieważ wykonanie przez kogoś karnetu podbicie go i dostarczenie zajęłoby na pewno ponad 24h, które maksymalnie mogliśmy jeszcze poświęcić na próbę przekroczenia granicy. Kombinowaliśmy też jak stworzyć dokumenty, których rzekomo brakowało nam na granicy. 

Ostatecznie dowiedzieliśmy się że na 90% uda nam się pokonać przejście które znajduje się na drodze do Moskwy, ale postanowiliśmy jeszcze na szybko podjechać na pobliskie przejście graniczne, niestety okazało się dawno zamknięte. Wtedy też po dłuższych konsultacjach, skierowaliśmy się w kierunku Estonii ponieważ jechanie w kierunku Moskwy powodowałoby wydłużanie naszej drogi do Petersburga i tak pośpiesznie ruszyliśmy w drogę, w międzyczasie wymyślając wymówkę dlaczego w paszportach mamy pieczątkę „anulowano wjazd”. 
Po kilku godzinach dotarliśmy do granicy Estońsko-Rosyjskiej w pełni przygotowani na wszelkie możliwe pytanie z zamiarem 100% skuteczności pod względem pokonania przejścia. Profilaktycznie przyczepiliśmy jeszcze opony do taxi pasami transportowymi aby nie było wątpliwości, że to zapas i udaliśmy się na przejście. 
Pierwszy etap to oczywiście opuszczenie UE co zazwyczaj nie stanowy problemu, ale jakie było nasze zdziwienie a w zasadzie przerażenie kiedy od celnika usłyszeliśmy „wy się już rejestrowali” oczywiście pierwsza myśl to zobaczył nasze podstemplowane wizy, ale szybo się wyjaśniło iż zapomnieliśmy pobrać nr do kolejki.
Po uiszczeniu opłaty w wysokości całych 4,5 euro ponownie stanęliśmy przed celnikami z uśmiechniętą miną na twarzy. Tak jak i poprzednim razem tak i teraz nie było problemu z wyjazdem, ale zaraz mieliśmy się spotkać z Rosyjskimi celnikami. Przed nami tylko kilka aut, więc nie musieliśmy długo stać w kolejce; odprawę dla osób wykonaliśmy bez najmniejszych problemów, ale zaraz czekała nas gorsza odprawa towarowa. 
Stanęliśmy przed budką z celnikami, Adam szybko wyskoczył z dokumentami i stanął przed okienkiem które otworzyło się po kilku sekundach. Szybkim ruchem położył na małym parapecie stos papierów  lecz celnik z siermiężnym wąsem i lekko napuchniętą twarzą całkowicie to ignorował tylko patrzył się prosto w oczy. Po chwili wypowiedział „a wy co, przejechać chcieli?”  zabrzmiało to mniej więcej jakbyśmy chcieli co najmniej pokonać bramę Mordoru. Ale oczywiście padła prosta odpowiedź TAK „a kto u was jest Komandir?” oczywiście Adam odpowiada no Ja, więc nawet nie sprawdzając jakie dokumenty otrzymał dał nam komplet papierów do wypełnienia, jednocześnie wypowiadając magiczną formułę „jak wypełnicie to pierwsze pokażcie, a ja wam sprawdzę czy dobrze” to już dało nam jasno do zrozumienia, że tutaj nam się uda. 
Oczywiście wzór wszystkich dokumentów został nam z poprzedniej próby pokonania granicy więc wziąłem się szybko za przepisywanie i już po chwili pierwsze kartki wraz z odpowiednim załącznikiem znajdowały się u celnika. Jak można się było spodziewać wszystko było w porządku, więc szybko przygotowaliśmy resztę dokumentów, po niecałej godzinie wydawało się, że wszystko pójdzie jak po maśle, ponieważ celnicy właśnie zaczęli kontrolować oraz robić zdjęcia tego co chcemy wwieźć. Niestety pojawił się problem z Argo które zgodnie z prawem nie posiada dowodu rejestracyjnego lecz Rosjanie nie do końca przyjmowali to do wiadomości pomimo wcześniej otrzymanych załączników ;). I tak zaczęło się tworzenie różnych dokumentów, pozwoleń, oświadczeń etc. ponieważ u nas nikt biegle nie pisał po Rosyjsku do tego celu zatrudnieni zostali ludzie którzy pokonywali przejście na piechotę. W ten oto sposób po spędzeniu kolejnych 5 godzin na przejściu granicznym udało nam się wjechać do Rosji.
Teraz już tylko od Petersburga dzieliło nas niecałe 400km które pokonaliśmy z uśmiechem na twarzy. 
                                                                                                                Michał
Comments