Relacja Michała TAXI

Złap TAXI zawiezie cię wszędzie, 
,czyli nowe wcielenie DEFEKTa na pokładzie którego, taryfiarz Adama Bomba i kasiarz Arek Najder 



Przygotowania:

Po ostatniej Ładodze (2011r) zapadła decyzja o przebudowie auta, wstępnie miało to być coś przede wszystkim lżejszego i bardziej zwinnego.  Po drobnych namysłach padła koncepcja zbudowania tomcata i tak rozpoczęła się budowa, na początku bardzo spokojnie bo w końcu było prawie 12miesięcy do kolejnej Ładogi, lecz w lutym gdy auto nadal było tylko klatką i to jeszcze niedokończoną zorientowaliśmy się, że jest krucho z czasem. Maciek który budował w całości auto cały czas pracował przy projekcie lecz nie zawsze postępy szły zamierzonym tempem, i tak na ok. 30dni przed rajdem zorientowaliśmy się, że istnieje poważne zagrożenie terminu ukończenia samochodu, wtedy też Maciek i my zorganizowaliśmy każdą możliwą pomoc, aby ukończyć auto w terminie. I tak przez 30dni i kilkanaście nocy udało się praktycznie ukończyć projekt oczywiście nie bez przygód gdyż silnik po 12miesiącach postoju uruchomiliśmy na ok. 40h przed planowanym wyjazdem  gdzie Adam stał nad Maćkiem i mną paląc jednego papierosa za drugim dopytywał się kiedy uruchomimy silnik, nie muszę chyba mówić jak wyglądała jego mina gdy silnik nie chciał odpalić …. Całe szczęście okazało się, że to tylko został zamieniony jeden przewód od sterowania przekaźnikami (tak to jest gdy dwie osoby robią instalację elektryczną ;) ) Całe szczęście po poprawnym podłączeniu przewodu zaczęło działać sterowanie wtryskami i samochód natychmiast „zagadał”.  
Wyjątkowo w tym roku mieliśmy też problemy z wizami, gdyż pomimo, że przygotowaliśmy dokumenty dla konsula dużo wcześniej to wciąż chciał od nas nowe pisma listy osób potwierdzenia z Rosji itp. (nie było to wymagane w roku ubiegłym) i tak do piątku 18 maja kiedy to konsul nas poinformował, że nie może potwierdzić naszego wyjazdu ponieważ nikt nie odbiera telefonu u organizatora rajdu w ST Petersburgu, niestety jak się okazało akurat w terminie 18-20 maj wszyscy z biura organizatora wyjechali w teren. Oczywiście konsula to nie interesowało a gdy o godzinie 11 zadzwoniliśmy z informacją, że mamy nr telefonu pod którym ktoś potwierdzi nasz wyjazd dostaliśmy informację, że możemy zadzwonić po 14 gdyż teraz trwa przerwa w pracy, o godzinie 14 dostaliśmy jedynie odpowiedź , że teraz to już konsul nie zadzwoni do organizatora tylko organizator ma zadzwonić do niego… a tymczasem on właśnie zakończył pracę i możemy ewentualnie się kontaktować w poniedziałek…. Niestety wizy musieliśmy odebrać we wtorek (wizy są wydawane jedynie we wtorki i czwartki). W poniedziałek niestety nikt od organizatora nie mógł się dodzwonić do konsulatu a we wtorek dopiero o godzinie 11:30 udało się i ktoś odebrał telefon, oczywiście potwierdzenie naszego wyjazdu było tylko formalnością, lecz konsul stwierdził, że teraz może nam wydać wizy, ale jeżeli chcemy bezpłatne (takie nam przysługują gdyż startujemy w imprezie sportowej na zaproszenie strony Rosyjskiej) to otrzymamy je w piątek…. (w piątek oczywiście jest badanie techniczne a rajd startuje w sobotę o 10rano) natomiast jeżeli zapłacimy po 305zł od osoby to otrzymamy wizy w czwartek (na styk uda się dojechać do Petersburga) niestety zostaliśmy postawieni pod ścianą i musieliśmy zapłacić za ekspresowe wizy…. Akurat nam to dało dodatkowe kilkanaście godzin na dopieszczenie auta w warsztacie lecz bardzo wysokim kosztem.

Tak też w czwartek auto „gotowe” do startu wjechało na lawetę oczywiście zanim się zorganizowaliśmy zrobiła się godzina 16 lub 17, po drodze musieliśmy jeszcze zdobyć alternator gdyż już wjeżdżając na lawetę okazało się, że żaden z dwóch alternatorów, które mamy nie działa, całe szczęście Arek zapukał gdzie trzeba i zdobył dla nas śliczny regenerowany alternator.  W momencie kiedy mieliśmy już ruszać z alternatorem zadzwonił do nas telefon z informacją, że w naszym drugim aucie serwisowym zepsuł się wysprzęglik i stoją gdzieś na Łotwie (jedno auto serwisowe Patrol wyjechało kilkanaście godzin wcześniej gdyż porusza się trochę wolniej niż sprinter z lawetą ;) ), i znów Arek zapukał gdzie trzeba i zabraliśmy ze sobą wysprzęglik tym razem nie świeżo regenerowany, lecz świeżo wycięty z patrola ;) 



Po godzinie 20 w końcu udało nam się wyruszyć, i tak opowiadając różne kawały o zakazie strzelania przy paśniku oraz wszelkiego rodzaju ciekawe historie nad ranem dojechaliśmy do drugiej serwisówki która stała przed granicą Rosyjską z naprawionym 
wysprzęglikiem, i gdy tylko pokonaliśmy granicę zatrzymaliśmy się na pierwszej stacji (dumnie tankując ropę po 28 rubli) i rozpoczęliśmy prace nad dokończeniem auta gdyż nie udało się tego zrobić w warsztacie… brakowało między innymi nadkoli (bez których nie da się przejść przeglądu przed rajdem) tunelu, prowadzenia liny do mechanika, sterowania blokadami, trochę też trzeba było pogrzebać przy elektryce. Wszystkie prace szły całkiem sprawnie, aż do czasu gdy chłopaki chcieli dociąć tunel i odpaliliśmy agregat i szlifierkę kątową na stacji paliw, wtedy też zostaliśmy kulturalnie wyproszeni, lecz oddaliliśmy się tylko na kilkaset metrów gdzie na pasie rozpędowym dokończyliśmy dzieła montażu tunelu.  Do Petersburga dotarliśmy zgodnie z ustaleniami z organizatorem przed godziną 20 w piątek (organizator był poinformowany o naszych problemach z wizami i zezwolił nam na odprawę przed godziną 20), na miejscu szybko rozpoczęliśmy odprawę lecz organizator stwierdził, że przegląd techniczny wykonamy w sobotę o 7 rano przed startem. Po wykonaniu częściowej odprawy (dokonaniu stosownych opłat) chłopaki wzięli się ostro za kończenie auta (bo oczywiście nadal nie było w pełni gotowe do rajdu, a jedynie na tyle, aby przejść przegląd) zaczęło się kończenie układu hamulcowego drobne poprawki elektryczne, montaż anteny gps i samej nawigacji, oraz oczywiście najważniejszego czyli „koguta” TAXI oraz naklejenie szachownicy. Akurat cała noc pracy, część osób położyła się wcześniej w tym ja ;) a ci którzy pracowali całą noc obudzili nas równo o 7 rano. W wielkim pośpiechu (to już klasyka, że zasypiamy na start) ruszyliśmy na plac gdzie jest start, chwilę błądząc w końcu udało się dotrzeć na start. Na miejscu zgłosiliśmy się do przeglądu technicznego po czym dostaliśmy informację, że niby ok możemy jechać, ale przegląd nie jest dokończony i mamy się zgłosić w niedzielę po powrocie z SS1.  No cóż jak każą tak zrobimy…. Korzystając jeszcze z chwili czasu (starty zaczynają się o godzinie 10) rozstawiliśmy się z agregatem i spawarką w celu dalszego kończenia auta :D po przyspawaniu rury prowadzącej linę od mechanika Adam z Arkiem ustawili się w kolejce do rampy startowej. I tak z wieloma przygodami już na wstępie rozpoczęła się dla nas kolejna „Ładoga” 
 
SS1
Po zjechani z rampy szybko załadowaliśmy auto na lawetę i ruszyliśmy z Petersburga w kierunku pierwszego odcina specjalnego. Wyjeżdżając z Petersburga zajechaliśmy jeszcze do Leroy Merlin, aby zakupić nowe zawór kulowy do hamulców (rano na starcie okazało się, że jeden zawór jest nieszczelny). I tak po przejechaniu ok 200km dotarliśmy na start SS1.  Auto zostało zrzucone z lawety i chłopaki czym prędzej ustawili się na starcie. Jakie było zdziwienie widzów gdy auto po przejechaniu 300m się zakopało gdyż jak się okazało sterowanie blokadami zostało trochę źle połączone, całe szczęście arek uporał się z problemem w kilka minut i auto ruszyło dalej  . Niestety zatrzymało się po kolejnych 500m, tym razem sprawa była poważniejsza ponieważ pękł nypel  przewodu olejowego od przystawki przenoszącej filtr oleju silnika w inne miejsce (musieliśmy zastosować taki system ponieważ przy zastosowaniu oryginalnego filtra oleju natychmiast główka mostu by w niego uderzyła), była to rzecz która została zamontowana z lekkimi obawami ponieważ wcześniej nie zostało to przetestowane. Do samochodu szybko dojechało auto serwisowe i rozpoczęło się główkowanie jak zamontować filtr oleju, aby dalej ruszyć.  W końcu ktoś wymyślił, że można wykorzystać inny nypel który znajduje się w chłodnicy oleju, niestety wiązało się to z koniecznością jazdy bez układu przeniesienia filtra oleju, czyli bez filtra oleju, ale kto by się przejmował filtrem oleju więc pomysł został zaakceptowany. W ten sposób silnik został pozbawiony jakiegokolwiek filtra oleju(wyjście na filtr zostało połączone z powrotem za pomocą przewodu olejowego), ale wciąż istniała obawa, właśnie że główka mostu zbytnio zbliży do przewodu olejowego i historia się powtórzy, więc Daniel szybko odbył wycieczkę do pobliskiej wsi i zdobył drewnianą kantówkę z piekielnie twardego drzewa. Klocki drewniane były nam potrzebne, aby podłożyć je pod odboje tym samym zmniejszając skok zawieszenia. Po tej operacji silnik został zalany świeżym olejem i auto ruszyło w dalszą drogę. Po ok 1.5km zaczęła się pierwsza łąka tzw. „zimnik”, dosyć krótka max kilkaset metrów, po czym był drobny las i tam zaczynała się łąka która ciągnęła się praktycznie po horyzont.  
Już po pierwszych 300m stało auto niemieckiego teamu startującego w klasie proto . Dalej po kolejnych 300m dogoniłem nasz samochód który właśnie zaczął wyciągać chłopaków z jeepa którzy, ostro się wtopili, a w dodatku padły im wyciągarki (które i tak niewiele by im raczej pomogły  gdyż akurat minęli ostatnie „drzewa”) i tak zaczęła się przygoda z Jeepem na SS1.   Po pokonaniu ¾ Zimnika chłopaki z Kielc stwierdzili, że holujemy się tylko do tego najbliższego lasu, a oni dalej sami pojadą, oczywiście Adam im szybko uświadomił, że  tam dopiero może zacząć się prawdziwa przeprawa gdyż ta łąka to zapewne tylko przedsmak tego co może być dalej. I tak razem dojechaliśmy do tego lasu gdzie prawie kilometr dało się pojechać na kołach  po czym las stał się podmokłym bagnem i tam zaczęła się walka, do końca odcinka było ok 3km (cały os miał 8km). W lesie nasze auto jechało przodem, a gdy jeep już nie dawał rady ciągnęliśmy ich naszym elektrykiem (chińczyk, ale sprzęt nie do zabicia, kilka razy obudowa spawana i tak nadal działa), w międzyczasie kilka razy pożyczyliśmy paliwo quadom. Problem pojawił się na ok 1200m od mety gdy teren stał się na tyle trudny, że nasz elektryk przestał dawać radę i nie było możliwości obrócenia się żeby pociągnąć Jeepa mechanikiem. Wtedy też musieliśmy podjąć decyzję, że dalej musimy jechać sami, ale też poradziliśmy Rafałowi i Mironowi, żeby zabrali się z nami, a na mecie czekało ich auto serwisowe. Chłopaki odrzucili naszą propozycję, a jak się później okazało sami zreanimowali jednego elektryka i powoli na trapach pokonali te ostatnie metry. W ten sposób zakończyliśmy pierwszy os po ponad 12h walki z terenem i autami.  


SS2
Po dojechaniu do pierwszego obozu w lesie (zapomniałem dodać w tym roku rajd jechał przeciwnie do wskazówek zegara, czyli odwrotnie niż w roku ubiegłym) zajęliśmy miejsce gdzieś na zboczu góry, blisko jeziora. Zrzuciliśmy auto z lawety a ja z Maćkiem udałem najpierw do ekipy Magdy i Marcina żeby przyspawać panharda (mieli lepszą spawarkę od naszej) bo w nocy chłopaki go wyrwali z ramy oraz żeby odbić czas przejazdu oraz sczytać trackloger, od razu chcieliśmy wykonać przegląd techniczny…. I tu zaczęły się problemy, pojawili się sędziowie (jeden średnio miły) i powiedzieli, że nie możemy przejść przeglądu gdyż nie mamy osłony na akumulatory i posiadamy tylko jedną gaśnicę 2kg (wymagane jest minimum 4kg środka gaśniczego) po czym dostaliśmy informację, że drugie podejście do przeglądu możemy wykonać o 21 (szkoda tylko, że na start SS2 musimy się stawić o 15:15 a planowany koniec jest o 23) przy okazji pojawiła się Magda i poradziła nam, żebyśmy się pojawili z odpowiednimi załącznikami ;) . Szybko wróciliśmy do naszego obozu, a chłopaki wykonali odpowiednie osłony gumowe na akumulatory,  a dodatkowa gaśnica została wyciągnięta z auta serwisowego. Po 14 ponownie pojawiłem się z Maćkiem przy namiotach organizatora z próbą wykonania  przeglądu, lecz jak się okazało sędziowie już wyjechali na odcinki specjalne i wrócą wieczorem. Pojawił się także dodatkowy problem gdyż podczas rozmowy w namiocie organizatora dowiedziałem się, że nie możemy wyjechać na kolejny os bez przeglądu, całe szczęście znalazł się jeszcze jeden człowiek który może nam wykonać przegląd. Po kilkunastu minutach pojawił się przy aucie i szybko stwierdził, że wszystko jest ok, złożył ostatni podpis na naszej obiegówce i mogliśmy już startować, tylko była już godzina 15. Niby na start jest 30min widełek więc na dojazd pozostaje jeszcze ok 45min, ale niestety jak się okazało to i tak nie starczyło, aby dojechać na start SS2, oczywiście na nic zdały się wyjaśnienia, że nie mogliśmy, że w obozie organizator o wszystkim wie etc… tego dnia nie wystartowaliśmy…. Później od innych ekip dostaliśmy informację, że tego dnia odcinek był wyjątkowo łatwy. 
Gdy Adam z Arkiem ruszyli na start SS2 ja zostałem jeszcze w namiocie organizatora na rozmowę i dowiedziałem się iż musimy zapłacić 20% wpisowego kary (dokładnie 126euro) za niewykonanie badania technicznego w piątek, i tym razem na nic zdały się 
kolejne wyjaśnienia, że mieliśmy problem z wizami, nawet Rafał z Jeepa przyniósł laptopa aby pokazać korespondencję w gdzie informowaliśmy o problemach i konieczności wykonania badania technicznego w późniejszym terminie (oczywiście podczas wymiany mailowej nie było żadnych przeszkód ani informacji o karach), odbyłem nawet rozmowę z Jurim, ale ten podając mi rękę powiedział regulamin to regulamin.
W ten sposób byliśmy lżejsi o 125euro (tak 1euro zostało nam podarowane gdyż kasa nie miała nam wydać ze 130 ;) ) 
Tego dnia odwiedził nas też miły człowiek z Land Rover Magazine zadając kilka pytań na temat auta, pamiętał nas z poprzednich lat (pytał się gdzie podział się DEF-EKT), oczywiście padło pytanie dlaczego teraz TAXI więc szybko wyjaśniliśmy że przewozimy każdego przez teren  

SS3

 To już znany odcinek z poprzednich lat czyli droga pijanego drwala. Bardzo łatwo tu uszkodzić auto, a trasa jest wyjątkowo wyczerpująca, w dodatku tym razem cały odcinek  był podzielony na dwa etapy i w sumie do pokonania było ok 70km w czasie 24h. 
Adam z Arkiem wystartowali zostawiając za sobą tylko kurz . My natomiast ruszyliśmy na punkt serwisowy. Tam też się rozstawiliśmy czekając na nasze auto….  Ku naszemu zdziwieniu po kilku godzinach oczekiwania przyjeżdżały tylko kolejne auta z TR3 i Proto. Kiedy przyjechało jedno z aut ekipy z Finlandii podbiegłem z pytaniem czy widzieli może nasz samochód… niestety podanie nr 304 nic im nie mówiło, aż nie usłyszeli hasła TAXI wtedy od razu dostaliśmy informację, że owszem są kilkanaście km od nas urządzili sobie piknik…. Ok piknik to piknik nie wolno ludziom przeszkadzać w jedzeniu. Później pojawiło się auto Marcina i Magdy, zatrzymali się obok nas prosząc o paliwo ponieważ odcinek jest tak ciężki, że zużyli prawie cały zapas paliwa a ich auto serwisowe czeka na mecie. Na pytanie czy widzieli nasz samochód otrzymaliśmy informację, że mijali ich ok 2h wcześniej na trasie. Po kolejnych 3h pojawiło się kolejne auto, z którego dostaliśmy informację, że naszym chłopakom padł rozrząd… tutaj już poważnie zaniepokojeni postanowiliśmy ruszyć z pomocą. Ja Maciek Daniel i Robert zapakowaliśmy się w patrola i powoli ruszyliśmy trasą, całe szczęście okazało się, że droga jest wyjątkowo łatwa jak na przejazd dla TR3 i Proto, i spokojnie przejechaliśmy ok 12km trasy do momentu aż droga się skończyła i nie było szans aby autem tego typu dalej jechać. Dalej więc ruszyliśmy już na własnych nogach, jakie było nasze zdziwienie gdy po niecałym kilometrze zobaczyliśmy nasze auto, co dziwne silnik pracował jak gdyby nigdy nic… Gdy podeszliśmy do bliżej zrozumieliśmy dlaczego tak długo chłopaki nie przyjeżdżali. Jak przystało na TAXI wzięli kolejne auto na przejażdżkę, a w zasadzie próbowali bo w błocie stało wtopione coś co przypominało małe suzuki i nie dało się tego wyciągnąć  . Dookoła leżała masa pozrywanych lin a na drzewie rozerwane zblocze ARB. Okazało się że Adam próbuje wyciągnąć to auto od 6h, a problem z rozrządem okazał się problemem z cewką tylko ekipa która przekazywała nam informację źle zrozumiała naszych chłopaków. Oczywiście Adam z Arkiem nie mieli zasięgu więc nie mogli się do nas dodzwonić więc Arek wyruszył w samotną podróż do najbliższej wioski w poszukiwaniu cewki, spotkał tam lokalnego guru z którym rozpoczął poszukiwania cewki do silnika z elektronicznym modułem zapłonowym… co ciekawe bardzo sprawnie udało im się zdobyć odpowiednią cewkę, a ponieważ Arek nie miał przy sobie pieniędzy guru wyruszył z nim w podróż powrotną do naszego auta. Po drodze musiał odwiedzić lokalną melinę gdyż stwierdził, że trzeźwy nie jeździ a poziom paliwa sprawdził kijem od szczotki twierdząc, że paliwa jest mało. Tak też Arek z nowym kolegą wrócili do auta, tam cewka została przetestowana, a gdy przyszło do płacenia okazało się, że cewki od uaza są wyjątkowo drogie gdyż należało za nią zapłacić okrągłe 70euro i ani centa mniej. Akurat zaraz po zamontowaniu cewki pojawili się Panowie z Moskwy z prośbą o wyciągnięcie ich z błota gdyż dwie wyciągarki im się spaliły (nie posiadali mechanika) i nie mogą przejechać. Oczywiście jak przystało na TAXI podwózka musi być więc Adam z Arkiem ochoczo wzięli się za wyciąganie „suzuki” z błota zrywając przy okazji linę stalową 12 potem zblocze    i kilka syntetyków bliżej nieokreślonego pochodzenia aż na końcu chłopaki z Moskwy wyjęli z dumą Master Pulla na oko 14 może 16mm, podobno gdy ta lina strzeliła za pierwszym pociągnięciem goście w zasadzie klęknęli…. w tym czasie my się pojawiliśmy i rozpoczęła się debata jak wyciągnąć ten samochód. Postanowiliśmy, że należy ich najpierw wyciągnąć pionowo do góry i tak Robert jako, że jest strażakiem wspiął się na drzewo najwyżej jak to możliwe, aby zamocować zblocze, w ten sposób można było wyciągać auto niemal pionowo. Niestety i to było mało, ponieważ drzewo natychmiast zaczęło się kłaść do ziemi, ale szybkie dowiązanie liną do drugiego drzewa rozwiązało problem. Jakie było nasze zdziwienie gdy okazało się, że mała suzuka okazała się wielkim ponad 2m kioskiem na 38calowych kołach… nic dziwnego, że nie dało się tego wyciągnąć w klasyczny sposób. W końcu ok 1 w nocy udało się wyciągnąć auto chłopaków z Moskwy i ruszyliśmy w kierunku punktu serwisowego (to była ostatnia przeszkoda przed drogą do punktu). W ten sposób nawiązaliśmy nową znajomość z bardzo sympatycznymi ludźmi.  Oczywiście dalsza jazda na odcinku nie miała sensu więc ruszyliśmy w kierunku kolejnego obozu.


SS4
Jak co roku i tym razem jest to słynny odcinek na plaży, najbardziej widowiskowy robiony pod publikę przejazd.  Wyścig odbywał się w tym samym miejscu co w latach poprzednich. Tutaj nic wyjątkowego się nie wydarzyło jedynie zostaliśmy pomyleni z ekipą Jeepa (jak wiadomo chłopaki dzień wcześniej niefortunnie wjechali na plaże testując napęd co jak oczywiście jest zakazane) i nie chciano nas wpuścić na odcinek, tym razem jednak udało się wyjaśnić, że to nie my (a w zasadzie ktoś szybko zadzwonił do sędziego, że to nie ten nr startowy). Odcinek udało się przejechać z jakimś tam przyzwoitym czasem pomimo, że chłopaki najpierw prawie strzelili rolkę na wydmach a  następne zaczepili o rozwieszone flagi opuszczając je do połowy…  





SS5
Tutaj na spokojnie przyjechaliśmy na start i gdy Adam z Arkiem wystartowali my ruszyliśmy w kierunku mety a ponieważ już wiemy w zasadzie gdzie są wszystkie sklepy motoryzacyjne odwiedziliśmy jeden z nich w celu zakupienia filtra oleju gdyż cały czas nasze auto jeździło bez filtra; Maciek stwierdził Renault ma takie malutkie filtry i na pewno coś dopasujemy, więc wpadliśmy do sklepu i usiłujemy wyjaśnić sprzedawcy, że chcemy najmniejszy filtr jaki ma, niestety cały czas upierał się, że musi wiedzieć do jakiego modelu chcemy, ale w końcu zobaczyliśmy coś na półce, filtr był całkiem niezły, ale wciąż za duży, w końcu sprzedawca zrozumiał, że ma nam pokazać wszystkie filtry, i wtedy przyniósł nam idealny filtr który mało, że pasował gwintem to średnica była idealna do silnika defendera.  Przy okazji kupiliśmy tylni odbój bo chłopaki wymontowali jeden gdzieś na trasie. 
Dumni z zakupionych rzeczy wsiedliśmy do aut i ruszyliśmy w kierunku mety odcinka. Tutaj trochę przysypiając trzeba było czekać na auto aż zjedzie z os’u, w dodatku pogoda się strasznie zepsuła zrobiło się zimni i zaczął padać deszcz, ale to nic dziwnego w końcu byliśmy na północy jeziora. 
 Po kilku godzinach oczekiwania w końcu pojawił się nasz samochód, dowiedzieliśmy się iż na odcinku było ekstremalnie dużo wody a na sam koniec bardzo głęboka rzeka do pokonania, ale z powodu powracających problemów ze słabo uszczelnionym aparatem zapłonowym nie udało się zmieścić w czasie. 
Po przyjeździe do obozu została podjęta kolejna próba uszczelnienia aparatu zapłonowego (co dziwne w poprzednich latach nie było takiego problemu ).

SS6
Rano pełni nowych sił wyruszyliśmy na kolejny odcinek, część załogi została w obozie natomiast ja załapałem się z autem żeby zobaczyć trasę.
Przejazd zaczynał się drogą przez las a następne prowadził na brzeg jeziora gdzie był bardzo podmokły zimnik, tutaj Adam z Arkiem sprawnie wszystkich objechali, aż do następnego przejazdu przez wodę, i tutaj powrócił problem z zapłonem. Pierwsze  podejrzenie padło na aparat zapłonowy, szybka rozbiórka i w końcu Arek odkrył skąd ta woda w aparacie… pod modułem zapłonowym znajdowała się gumka przez którą dostawała się woda. Już myśleliśmy, że będzie wszystko dobrze, ale auto nie jechało tak jak powinno i udało się przejechać max 1km, gdy samochód przestał jechać a silnik został kompletnie zalany paliwem. Arek rozpoczął diagnozę, i szybko stwierdził, że to przepływomierz który zatankował wody przez kostkę.  SONY DSCSzybka rozbiórka nożem i suszenie nad tłumikiem spowodowało, że przepływka zaczęła podawać prawidłowe wartości, ale silnik pracował już tylko na 4 cylindrach. Obstawiliśmy, że w momencie kiedy silnik zalał się paliwem padły świece. Chłopaki po ponad godzinnym postoju ruszyli dalej. Ok 1,5km dalej do pokonania był kolejny bardzo głęboki rów (1.9m głębokości). Chłopaki szybko zbadali teren gdzie najlepiej go pokonać i pokonali go bez żadnego problemu. Wtedy też dostrzegliśmy że za nami jedzie auto Magdy i Marcina, postanowiliśmy na nich poczekać żeby zamienić kilka zdań, i to w zasadzie ich uratowało tego dnia gdyż chcąc  pokonać szybko rów podjechali w złym miejscu (przeciwległa burta rowu była wyjątkowo stroma), Auto zatrzymało się dokładnie pomiędzy dwoma brzegami rowu tak więc nie było szans wycofać samochodem, przy próbie wyciągnięcia się do przodu położyli dwa potężne drzewa, wtedy też poprosili Adama o pomoc, oczywiście taxi nigdy nie odmawia pomocy (nawet więcej niż jeden raz ;) ) i tak też nasz dzielny chiński elektryk wydając z siebie masę dziwnych odgłosów dzielnie wyciągnął auto Magdy i Marcina. 
Trasa kończyła się wyjątkowo malowniczym przejazdem po jeziorze   którego brzegi i znajdująca się na środku wyspa wyłożone były kamieniami, a wszystkie były praktycznie takie same   idealnie gładkie i wręcz okrągłe. Pech chciał, że z powodu postoju zabrakło na ok 1h żeby zmieścić się w czasie.
Po powrocie do obozu była diagnostyka dlaczego auto pracuje tylko na 4 cylindrach i padło, że to wina świec, więc postanowiliśmy, że przed kolejnym odcinkiem rano szybko kupimy nowe świece. 
Całe szczęście Kaśka wybrała się na wieczorną odprawę gdzie podano informację, że kolejny odcinek specjalny został odwołany, czym prędzej udała się z tą informacją do chłopaków z Kielc i kazała im o tym fakcie poinformować także nas. Gdyby nie to pewnie rano wyruszylibyśmy tak jak kazał roadbook na kolejny odcinek dla TR3.SONY DSC Wtedy też zabrałem nawigację i udałem się do namiotu organizatora w celu uzyskania nowych waypoint’ów na kolejny os. Tam też spotkałem Kaśkę której chyba zapomniałem podziękować za pamięć o nas także robię to teraz . Okazało się, że kolejny odcinek będzie prowadził po trasie TR2 oraz Adventure Open także wiadomo, że będzie to banalnie łatwy przejazd zapewne nawet bez używania wyciągarki.  


SS7
Tego dnia ponieważ trasa prowadzi odcinkiem dla TR2 start był o godzinie 15 po zakończeniu przejazdów tych klas. Rano jeszcze szybko skoczyłem Maćkiem do sklepu w celu zakupienia świec, okazało się, że idealne będą świece z Łady (oczywiście na wtrysku) które prasowały także do Lancera jakiejś niemieckiej firmy za całe 250 rubli oczywiście za 4szt. Po powrocie i szybkiej wymianie świec wraz z Adamem i Arkiem ruszyłem patrolem na start odcinka.
Po dojechaniu do startu i zjechaniu samochodem z lawety, Arek wykonał krótki test nowych świec. Tutaj okazało się, że silnik strasznie się zalewa, paliwo było czuć w okolicy samochodu a z wydechu wydobywały się straszne ilości oparów paliwa. Problem był na tyle poważny, że w pewnym momencie w tłumika zaczęło wychlapywać się paliwo co oznaczało, że cały układ paliwowy jest pełen benzyny. Po chwili jakby wszystko się uspokoiło więc Adam z Arkiem ruszyli na start trzymając gaśnicę w rękach gdyż każdy strzał w wydech spowodowałby zapewne widowiskowy pożar samochodu. Udało im się przejechać tylko kilkaset metrów gdy podjechała do mnie znajoma ekipa z Moskwy i poinformowała, że nasze auto stoi 500m dalej, i żebym wybrał się tam z lawetą, gdy dojechałem do chłopaków okazało się, że tym razem silnik zalał się do tego stopnia, że zgasł. Wtedy też uświadomiliśmy sobie, iż to wina wtrysków i to na pewno nie jednego (podobny problem mieliśmy w ubiegłym roku, ale nie aż tak poważny), właśnie wtedy ekipa z Moskwy podała nam informację, że tutaj paliwo jest wyjątkowo suche i oni zawsze dolewają oleju do paliwa ponieważ zacierają się wtryski. Ze smutnymi minami postanowiliśmy, że ładujemy samochód na lawetę i zapewne ruszamy w kierunku Polski. Baliśmy się uruchamiać silnik więc powoli na rozruszniku auto wtoczyło się  ponownie na lawetę.
Po powrocie do obozu poinformowaliśmy resztę ekipy jak wygląda sprawa, i że nic raczej nie uda nam się już naprawić bo przed nami został ostatni odcinek specjalny a tego dnia jest zbyt późno, żeby szukać wtrysków. Tutaj odezwała się wola walki u Macka który nakazał rozebranie listwy wtryskowej, i tak też się stało. Po zdemontowaniu wtrysków okazało się, że wszystkie są zamknięte więc paliwo nie powinno się przelewać, ale podczas testów elektrycznych cewki dwóch nie pracowały. Po debacie doszliśmy do wniosku, że zapewne po którymś impulsie cewki podnoszę iglicę wtrysku i zostają w takiej pozycji. Rozwiązanie okazało się proste, zostawić dwa niedziałające wtryski w pozycji zamkniętej i odłączyć sterowanie. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę i auto pomimo, że na 6 cylindrach dawało radę.


SS8
Tego dnia był odcinek znany z ubiegłego roku w okolicy miejscowości Bogatyri, odcinek na którym było wszystko, trochę skał, trochę błota i słynne zimniki.
To był pierwszy dzień który minął bez przygód, chłopaki po prostu wjechali na trasę i zjechali mieszcząc się spokojnie w czasie.
Po zakończeniu odcinka na spokojnie zapakowaliśmy się do samochodów i ruszyliśmy do ostatniego obozu w celu oddania tracklogera, oraz odebrania kaucji. 
Niestety na sam koniec spotkała nas niemiła niespodzianka, ponieważ dostałem informację, że w poprzednim obozie zostawiliśmy śmieci (sic jesteśmy trzeci raz na tym rajdzie i dokładnie wiemy, że śmieci zbiera się w worki i zostawia w wyznaczonych miejscach) i tym razem na nic zdały się wyjaśnienia, że to nie my, nawet bardzo miła Pani tłumacz przyznała nam rację, ale on nic nie może taka jest decyzja odgórna i kaucja w wysokości 3000 rubli (opłata ekologiczna) zostanie nam odebrana. Jedynie w momencie kiedy miałem odebrać kaucję za trackloger miła Pani oddała mi 1500 rubli z opłaty ekologicznej. 
I tak dla nas zakończyła się kolejna Ładoga. Mamy nadzieję, że uda nam się wziąć udział w kolejnej i bawić się równie dobrze jak na poprzednich. 

Comments