Relacja Rafała




 
   Z naszej strony uważamy rajd za udany udało się dojechać do końca na kołach depcząc po pietach o wiele lepiej przygotowanym maszynom.

1. W Pierwszy dzień rajdu na dzień dobry zaaplikowano  bezkresne łąki. Udało nam się bez większych problemów pokonać pierwszą część zimników dzięki niskiemu ciśnieniu opon 0,2 atmosfery.  Wydawało nam się, że nie będzie tak trudno. W pewnym momencie dojechaliśmy do łąki, na której  horyzoncie nie widać żadnego drzewa. Podejmowaliśmy kilka prób wjazdu jednak za każdym razem się zapadaliśmy. Udało nam się znaleźć w oddali kępkę drzewek. Dzięki 200m liny zaczęliśmy przemieszczać się do przodu. Obok walczyła  inna załoga z Proto w żółtym samochodzie. Po kilkunastu minutach ich sytuacja stała się beznadziejna,  samochód  zanurzył się na tyle głęboko, że załoga postanowiła go pozostawić i  pieszo wydostać się z opresji. Zaczepiliśmy się o pozostawiony samochód i brnęliśmy dalej. Wszystko szło dobrze do momentu kiedy obie  wyciągarki odmówiły nam posłuszeństwa. Na szczęście na horyzoncie pojawiła się inna polska ekipa Adama Bomby. Adam uświadomił nam iż jeżeli nie uda nam się wydostać z zimników o własnych siłach , nasz samochód zostanie wydostany za 72 godziny co wiąże się z brakiem możliwości dalszego startu w rajdzie. Podpięliśmy się liną długości 80m do chłopaków i raz o własnych siłach raz z pomocą Adama w wolnym tempie pokonywaliśmy łąkę. Po dojechaniu do lasu czuliśmy się jak ryba w wodzie i bez pomocy wyciągarki pokonywaliśmy kolejne przeszkody błotne oraz rzekę. Wszystko szło dobrze do momentu ponownego wjazdu na zalesione łąki. Tu pomoc Adama była niezbędna, co jakiś czas za pomocą tylnej wyciągarki wyciągał nas z opresji. Walka trwała tak długo, że ekipa Adama musiał się ewakuować w szybszym tępię pozostawiając nas w lesie. Wtedy na spokojnie uruchomiliśmy tylną wyciągarkę. Przeplatając linę przez dach samochodu przemieszczaliśmy się  do przodu. Niestety zaczęło nam również brakować paliwa. Na szczęście po drodze spotkaliśmy opuszczone kłady, od których zapożyczyliśmy 10l paliwa. Do mety dotarliśmy nad ranem. 
Pierwszy dzień pokazał nam z jak trudnym rajdem mamy do czynienia.


2. Kolejną przygodę przeżyliśmy podczas 3 dnia rajdu. Wystartowaliśmy bardzo sprawnie po drodze mijając kilka ekip min. Volvo Lapladera z klasy pro i kilka załóg z TR3. Jednak tępo jakie narzuciliśmy zemściło się. W pewnym momencie wyrzuciło nas z kolein i uderzyliśmy kołem w drzewo. Początkowo myśleliśmy, ze poszedł przegub. Gdy podjechał Adam i Marcin mówiliśmy, że dogonimy ich na trasie. Adam zwrócił jednak uwagę, że to Ładoga i mało komu udaje się tu ściganie, ważniejsza jest   rozsądna jazda. Gdy wyjęliśmy  przegub  okazało się iż uszkodzony jest nie tylko przegub ale również ukręcona półoś. Postanowiliśmy ruszyć  dalej na blokadzie z napędem na 3  koła. Teren  jedna był na tyle trudny , że nadwyrężając przednie koło doprowadziliśmy do pęknięcia drugiego przegubu. Sytuacja była jasna czasu już nie zrobimy. Musimy się stamtąd jakoś wydostać.  Szukaliśmy alternatywnej drogi. Z jednej  strony drzewa były na tyle gęste, że uniemożliwiły jazdę, z kolei trasa z powrotem przez głębokie koleiny z balami porzucanymi pod woda, które w każdym momencie mogą uszkodzić samochód.
Podjęliśmy jednak próbę. Dzięki sprawnej jeździe z prędkością wielce ryzykowną na rozpędzie udało nam się pokonać ponownie wszystkie  waypoint i dotrzeć na start.
Tam czekał nasz serwis. Ewakuowaliśmy się do kolejnego obozu. Nasza sytuacja była beznadziejna. Poszły 2 przeguby i ukręciliśmy półoś. Z części zapasowych mamy tylko jeden przegub. Jednak się nie poddaliśmy skoro na Wrocław-Drezno potrafiliśmy dokonać remontu silnika w szczerym polu to tu tez musimy coś wymyślić aby dalej uczestniczyć w rajdzie. Dzięki geniuszowi mojego pilota Mirona oraz pomocy Tomka (mechanik) i Kuby chłopaki z zapasowego tylnego wału odcięli flanszę i zespawali je z półosią z jednej strony i półosią od przegubu. Połączyli oba elementy krzyżakiem.
Dzięki temu rozwiązaniu odzyskaliśmy napęd na przednie koła. Naprawa samochodu trwała całą noc. 
Nad ranem chłopaki aby sprawdzić czy działają napędy zjechali na plażę nie zdając sobie sprawy z konsekwencji zbliżenia się do linii wody jeziora Ładoga.  


3. Następny etap to wyścig po plaży. Niestety na starcie dostajemy informacje iż dzisiaj nie możemy wystartować z uwagi na to, iż nasz samochód rano wjechał na plażę. Sytuacja stała się przykra gdyż krótki wyścig w łatwym terenie po plaży był wysoko punktowany. Wyeliminowało nas to z walki o dobrą pozycje. Postanowiliśmy, jednak walczyć dalej już nie z zawodnikami lecz z Ładogą. Naszym głównych celem było dojechać do mety całego rajdu  najtrudniejszą trasa na kołach.  


4. Następnego dnia trasa biegnie również przez łąki. Tu dzięki zdobytemu doświadczeniu wolnym tempem muskając gaz na granicy gaśnięcia pokonujemy łąki. Jednakże przy przejeżdżaniu przez rów przy gwałtownym skręcie obrywa nam ogranicznik skrętu, a w konsekwencji zespawane flansze.   Ponownie ewakuujemy się na trzech napędach do bazy.


5. Dzień kolejny to również łąki, ale również głębokie na ponad 1,90 m rowy. Tu dawaliśmy sobie dobrze radę. Przy pokonywaniu dwukrotnie b. głębokich rowów z wodą używaliśmy pni drzew wsuwając je pod mosty aby samochód zanurzył się pow 1,80m  aby woda nie doszła do filtru powietrza. Na ostatnim rowie woda dostała nam się do zbiornika paliwa. Zanim odpuściliśmy wodę straciliśmy cenne minuty, a co za tym idzie możliwość zmieszczenia się w czasie. Jednak nie odpuściliśmy dalszej części aby móc pojeździć po głazach i jeziorkiem przedostać się na wyspę. Dalsza część trasy poszła sprawnie.
Po dojechaniu do bazy okazało się iż poszła nam od wody w baku pompa paliwa (już druga na tym rajdzie). Z uwagi na to iż start do kolejnego odcinka zaczynał się o godzinie 14.00 dnia następnego udało nam się zakupić pompę boscha w sklepie i zamontować przed startem.


6. Ten etap odbywał się na terenie górzystym obfitującym w trudne i strome podjazdy oraz błoto jednakże na twardym podłożu. Ten teren odpowiadał nam  bardzo dzięki temu iż wrangler dobrze się zbiera z dołu i nie ma problemów z podjazdami oraz szybko porusza się na twardszym terenie. Trasę pokonaliśmy dużo przed limitem czasu. 


7. Kolejny etap to głównie góry, jazda po skałach ale również nie zabrakło łąk. Na tym odcinku radziliśmy sobie dobrze dojeżdżając do mety całego rajdu.


Cel został osiągnięty. Udało nam się Wranglerem, pokonać trasy jednego z najtrudniejszych przeprawowych rajdów świata. Konkurowaliśmy z  samochodami ,które budowane są tylko do startu w tym rajdzie. Brak zwolnic uniemożliwił nam szybkie pokonywanie łąk a jednak odnieśliśmy sukces. Ukończyliśmy „ładogę”, która nauczyła nas pokory i  szacunku do tego rajdu.


Po krótce przedstawiłem relacje z rajdu naszej ekipy  Rafał Płatek i  Miron Tkacz, samochód jeep wrangler.  

I kilka filmów

Film z YouTube


Film z YouTube


Film z YouTube


Film z YouTube


Film z YouTube



Comments