IRAN FREERIDE 2017

Obiecałem, że poza małą fotorelacja, opiszę swoje spostrzeżenia z odwiedzin tego mało znanego nam Kraju. 




Przygoda zaczęła się już podczas samego przylotu gdzie uzyskaliśmy od jednej miłej pasażerki informacje dotyczące przewozu alkoholu i narkotyków. Okazało się, że za przywóz alkoholu na teren Iranu jest wyznaczona kara w wysokości 100 batów i grzywna. Za narkotyki kara śmierci. W naszych bagażach mieliśmy 1l Jony Walkera i trochę spirytusu w różnej formie oczywiście leczniczej. Co ciekawe z relacji wynikało ze nie będziemy mieli już dostępu do bagażu, aby zapobiec niepożądanym wydarzeniom. 
Z perspektywy czasu przekonaliśmy się że obydwie informacje były nieprawdziwe. Bagaż mogliśmy odebrać wcześniej, a alkohol na upartego można próbować wwieść tłumacząc się że na własny użytek, więc na przyszłość zabierajcie, bo o dobry alkohol nie jest łatwo i tanio.
Po ponad 24 godzinnym  transferze dojechaliśmy do "komunistycznego" państwowego Resortu Dizin w górach Alborz.  Wystrój minionej epoki, ale schludny. Pierwszego dnia przemieszczaliśmy się lokalnymi wyciągami z lat 70. Infrastruktura archaiczna, właściwie już niespotykana w Europie. Mimo tego Skipassy nie są tanie - około 140 zł za dzień w ich weekend (przypadający na czwartek - piątek) i 110zł zwykły dzień. Do atrakcji należy orczyk o nazwie Tiger, bo faktycznie przy starcie można zrobić dwumetrowy lot. Same trasy są szerokie ale średnio przygotowane. Na całym obiekcie widziałem tylko jeden leciwy ratrak. Ceny np. małej pizzy na stoku oscylowały wokół 35zl. Czyli jakość cena nie wypadały zbyt korzystnie na stoku.
Pierwszy wieczór w sumie z bardzo ograniczonym i cenzurowanym Internetem okazał się trudny. Pięciu facetów z polski musiało rozmawiać - bez alkoholu.
Śniadanie Irańskie to jajka gotowane, smażone, pomidory, ogórki ichniejszy chleb różne dżemy, chałwa i daktyle. Tak przez wszystkie dni. 
Kolejne dni ukazały nam prawdziwy potencjał tego regionu. Znajomy Pawła Irańczyk (z pochodzenia Filipińczyk) został naszym przewodnikiem duchowym. Od drugiego dnia uprawialiśmy czysty freeride. Zjeżdżaliśmy po dziewiczych zboczach, graniach, żlebach wszędzie tam gdzie było pięknie. Wyszukiwanie różnych dropów, urwisk czy rzek było dodatkową atrakcja. Na dole zazwyczaj czekał już na nas lokalny transport. Czyli mała ciężarówka która wwoziła nas na górę zamkniętą drogą – ( z powód zagrożenia lawinowego). I tak w kółko. Piękna słoneczna pogoda dodawała uroku. Niestety mocno operujące słońce i wysoka temp zwiększała zagrożenie lawinowe. Jednak wszyscy posiadaliśmy plecaki z Absem i pipsy, co podnosiło nam komfort psychiczny. Nie zabrakło również długiej SKITURY czyli spacero- wspinaczki na szczyt w wersji "tam było by fajnie zjechać" . Uwieńczyła ona nasz snowboardowy pobyt. Nasz przewodnik poza otwieraniem nam wielu drzwi pokazał prawdziwy Iran, znacznie odbiegający od informacji z przewodników. Potrawy w restauracjach są dobre, ale europejskie. Tradycyjne jedzenie, na które zostaliśmy zabrani można było znaleźć w mało zachęcającej knajpie. Podany w sposób tradycyjny Abgusht czyli jagnięcy wywar z cieciorką, pomidorami, ziemniakami, cebulą oraz dodatkiem suszonej limonki, który je się w chlebie  był wyśmienity. Atrakcją były akcesoria niezbędne do jedzenie w postaci np. moździerzu niezbędnego do ugniatania. 


Alkohol np. w formie wina, czy lokalny hasz jest na porządku dziennym.
Dzwonisz masz musisz tylko znać nr. Państwo ma swoje zasady, ale ludzie chcą po prostu żyć. W weekendy odbywają się zamknięte imprezy, gdzie młodzież bawi się nie gorzej niż w Europie, a zakazany owoc smakuje jeszcze bardziej. W nocy Allach nie patrzy. Zaproszeni do domu naszego przewodnika mogliśmy próbować wszystkiego i rozmawiać na wiele tematów. Tutejsza gościnność i wszechobecna przyjaźń jest niesamowita. Ci ludzie naprawdę są bardzo otwarci. Każdy kto miał kontakt z Arabami niech pamięta że Iran to przede wszystkim Persowie a to już całkowicie inni ludzie. Nigdy nie chcą cię na nic naciągnąć, nie ma żadnego głupiego targowania, natarczywości czy innych negatywnych cech znanych u Arabów. Jest po prostu miło, niewiarygodnie czysto i estetycznie, co widzieliśmy również na jednym z bazarów na którym byliśmy w Teheranie. Sposób prezentowania lokalnych owoców, warzyw czy innych specjałów mógłby być wzorem dla naszych zapyziałych ryneczków czy marketów. Tam po prostu chciało się być i kupować, w przeciwieństwie do egipskich czy marokańskich śmietników.
Irańczycy to wykształcony naród i właściwie wszędzie można porozumiewać się po angielsku. Czasami trudność sprawia pisownia w języku farsi i ichniejsza waluta, która ma podwójne nazewnictwo. Np.1000000 riali to 100 Tomanów. Na banknotach jest różnie w zależności od daty produkcji i często nie wiadomo co jest w jakich cenach. Ale współpraca oparta o zaufanie rozwiązuje wszystkie problemy nikt nas tu nie oszuka.
Osoby które nie znają angielskiego do perfekcji opanowany mają język "migowy". Gestami czy rekwizytami da się wszystko wyjaśnić i pokazać - takie kalambury 


Kobiety w Iranie mają bardzo dużą swobodę i gdyby nie nosiły bardzo lekkich okryć, zasłaniających tylko kawałek głowy, nikt by się nie zorientował że to kraj muzułmański. Kobiety prowadzą samochody, pracują we wszystkich zawodach, chodzą do kawiarni z koleżankami i kolegami - jest normalnie. 

Jeśli ktoś wybierze się do Iranu – polecam do zwiedzania Teheran – olbrzymią metropolię położoną u podnóży olbrzymich pasm górskich. Warto zajrzeć do tamtejszych meczetów, pałaców czy muzeów oraz wjechać na najwyższą wieżę czyli Milad z której widać cały 12 milionowy Teheran, ukazujący potęgę tej metropolii. Może Was zadziwić sposób przemieszczania się po drogach samochodów, skuterów czy ludzi, ale jest on wspólny dla tej części świata. Ciągłe wciskanie, przeciskanie czy przepychanie się dowolnych uczestników ruchu jest normą. Jeżdżenie pod prąd, na czerwonym świetle, czy wpadający pod maskę ludzie to klasyczny widok. Jednak w tym pozornym chaosie istnieje pewna płynność, która w efekcie pozwala sprawnie przemieszczać się tym gigantycznym masom pojazdów. W celu szybkiej zmiany lokalizacji mamy do dyspozycji bardzo sprawne metro. 
W sprawie bezpieczeństwa powiem tylko: Jeżeli jesteś turystą i chodzisz w środku gwarnego miasta z powieszonym na szyi aparatem o wartości 18000zł to jedyne czego możesz się spodziewać, to uśmiechu ludzi i pytania skąd jesteś i czy podoba Ci się Iran. Nawet przechodząc między grupkami młodzieży w parku nie odczuwa się żadnego zagrożenia. 


Reasumując.
Jeżeli chcecie jechać do naprawdę ciekawego, miłego i bezpiecznego kraju muzułmańskiego to na pewno jest nim IRAN. I nie słuchajcie głupiej propagandy jaka jest systematycznie nadawana przez Europejsko, Amerykańską tubę. 
Jeżeli chcecie jechać na Freeride to czas spędzony w towarzystwie Pawła Deżakowskiego z hurtownia-adrenaliny.pl na pewno będzie dobrze spędzony i da Wam wiele wrażeń.

Dzięki całej ekipie:
Sebkowi, Maćkowi, Przemkowi, i oczywiście Pawłowi jako głównemu organizatorowi za mile spędzony czas.

Poniżej parę fotek które udało się zrobić


Comments