EXPEDYCJE‎ > ‎

2008 UKRAINA kozackie wertepy



seria 1

Witam ponownie 
Wyprawa Kozackie wertepy dobiegła końca. Już wszyscy jesteśmy w domu i mogę w skrócie opowiedzieć Wam jak było. 

Na wstępie jednak chciałbym bardzo podziękować wszystkim dzięki którym tę ekspedycję mogliśmy dokończyć. 

Dziękuję : 
- Mojej Żonie, która spakowała nam wszystko co niezbędne
 z dużym nadmiarem i w chwili grozy dzielnie kompletowała części. 
- Tomkowi który jako pilot walczył z prawami natury 
- Grzesiowi i Kamilowi którzy stanęli na wysokości zadania i 500km od domu naprawili skrzynię w warunkach polowych w ciągu 6 godzin. 
- Robertowi który dowodził centrum informacyjnym i dzielnie szukał oleju w całym kraju 
- Oraz Danielowi za części, Organizatorom, którzy przekazywali niezbędne informacje. 
- i oczywiście całej grupie, Izie,Przemkowi Włodkowi, Bartkowi, Arkowi , Pawłowi, Krzyśkowi i Miśkowi, która zbudował atmosferę jaka dała nam siłę i chęć walki do powrotu. 

Bez Was ekspedycja zakończyła by się porażką drugiego dnia. 

Teraz do rzeczy. 
Było fantastycznie. Tereny Ukrainy po których się przemieszczaliśmy to bezkresne połoniny po których jeździliśmy. Dni mijały w bajkowej scenerii gdzie przemieszczaliśmy się z jednego szczytu na drugi. Wielokrotnie bez wyznaczonych dróg. Krajobraz jak w bieszczadach tylko przestrzenie przeogromne. Teren pozbawiony jakiekolwiek cywilizacji. 
Po przejechaniu granicy ma się wrażenie jakbyśmy cofnęli się w czasie. Użycie słowa "droga" to niewątpliwie jest nadużycie. Asfalt jest tam luksusem który można spotkać tylko na głównych drogach i to też nie zawsze. 
Jeździliśmy we mgle w nocy po graniach gdzie margines błędu był około 2 m. Osunięcie się groziło katastrofą. Aktualnie jest susza więc terenów podmokłych nie było. Prawie 0 błota. Fakt że nie odwiedziliśmy słynnej doliny legionów, no ale może następnym razem. 
Co się działo ? 
Po odprawie ruszamy na granicę. W aucie organizatora następuje wyciek i nasz opiekun Bartek przesiada się do auta jednego z samotnych uczestników. 
Po pierwszym zjeździe wzdłuż strumienia było kilka awarii. Parę powyginanych felg, wydechów. Po wizycie u mechanika wróciło wszystko do normy. 
Koledzy Krokodyle zaczęli robić ogórki małosolne, pozostali testowali trunki ukraińskie. 
Kolejnego dnia jeden patrol tak się zakopał, że stracił oba koła. W międzyczasie urwał mu się bagażnik, a z wtryskiwaczy leciała ropa. Kolega zakończył rajd, a ZIŁ zwiózł auto na dół. 
Okazało się że teren posiada tak dużo zjazdów i podjazdów, że nie mogliśmy utrzymać temperatury skrzyni poniżej 90C. Przed wyjazdem dołożona była kolejna chłodnia do ASB (czyli już są 3) + dwa wentylatory i niestety. 100 stopni pojawiało się często. Konsekw

seria 2

encja była do przewidzenia. Kiedy zjechaliśmy na stację okazało się, że tracimy olej ze skrzyni. Posiadaliśmy tylko 1l zapasu bo wcześniejsze dwa straciliśmy kiedy pękł wąż od chłodnicy ASB. Diagnoza była szybka, puścił simmering między skrzynią a silnikiem. Szybka naprawa niemożliwa. Teraz wydarzenia zaczęły płynąć bardzo szybko. Daniel wysyła uszczelki do Żony przesyłką konduktorską, olej zamówiony na 9 rano, Grzesiek pakuje wszystkie narzędzia do auta i razem z Kamilem rano wyjeżdżają w stronę granicy. Okazuje się że olej nie dojechał. Serwis bez oleju w ciemno rusza w naszą stronę. My jesteśmy jeszcze po ukraińskiej stronie 150km przed granicą gdzie skończył się napęd. Organizator załatwia bus który holuje nas do granicy. Robert zaczyna dzwonić po wszystkich serwisach na trasie Łódź - Ustrzyki dolne w poszukiwaniu oleju. 12 Robert znajduje olej w Rzeszowie. Grzesiek otrzymuje namiar na serwis gdzie ma odebrać olej. Godzina 15 my walczymy na granicy, kolejka na 6 godzin. Dogadujemy się z przemytnikiem, że jak on załatwi nam szybki przejazd po ich stronie to my załatwimy po naszej. Blef przynosi efekt. On przedstawia nas jako rodzinę która bierze udział w super rajdzie w którym wygrywamy i natychmiast musimy naprawić auto aby wrócić na tor. Po polskiej stronie celnicy pomagają nam z szybką odprawą. 17 jesteśmy w Polsce na opuszczonej stacji. Prawie w tym samym czasie dojeżdża lotny serwis explo. Natychmiast bierzemy się do roboty. Grzesio z Kamilem wyjmują skrzynię. Ja z Tomkiem montujemy kolejny wentylator na masce, który według moich wcześniejszych obliczeń powinien znacząco zwiększyć cyrkulację powietrza w komorze silnika tym samym poprawić proces wymiany ciepła. Godzina 23 skrzynia naprawiona, ostatnie dociągnięcia śrub, zalewamy olejem, testy. Nie ma wstecznego. Dolewamy olej ponad normę wsteczny się czasami poja
wia. Grzesio z Kamilem startują w stronę Łodzi. My zostajemy i próbujemy ustabilizować skrzynię. 2 w nocy wsteczny już jest. Ruszamy na granicę. Zgodnie z obietnicą celnicy pomagają nam wejść poza kolejką. 4 godzina jesteśmy ponownie na Ukrainie. Mamy jeszcze przed sobą ponad 300km aby dogonić grupę. O godzinie 11 spotykamy naszą ekipę. Jesteśmy 72 godziny bez snu ale musimy kontynuować rajd bo i tak mamy już opóźnienie. Wieczorem jako pierwsi idziemy do namiotu spać. Teraz już wiedzieliśmy że nic nie będzie w stanie nas powstrzymać. 

Następnego dnia kolega w pajero traci mocowanie od drążka skrętnego. Jesteśmy w górach , jeżeli nie naprawimy tego na miejscu pozostaje super laweta ZIŁ. Do akcji wkracza sprzęt króry nie spodziewałem się że się przyda, ale zabrałem: przetwornica na 220 3KW i wiertarka. Po dwóch godzinach pajero odzyskuje sprawność. Przez cały czas ekipa Krokodyli dba o wysoki wskaźnik poczucia humoru. Ruszamy dalej. W międzyczasie jesteśmy na granicy ukraińsko-rumuńskiej gdzie jeździmy po pasie granicznym. Wkrótce ze względów formalnych musimy opuścić ten teren. 
Powoli zbliżamy się do ostatniego punktu wycieczki czyli opuszczonej stacji radarowej z czasów ZSRR. 
Tutaj mamy ostatni nocleg. Rano ruszamy w stronę granicy. Oczywiście nie obyło się bez przygód. Na granicy Polak chce w Nas strzelać bo przejechaliśmy barierkę. Ukraińcy robią pełną rewizję Anglików, którzy też byli na tym rajdzie w innej grupie. My rozwiązaliśmy sprawę paczką kabanosów które zadziałały jak przepustka dyplomatyczna. 
Jesteśmy w kraju. Wszyscy s

seria 3

pokojnie wracają do domu. 

I tak to właśnie było. Uwierzcie mi że tego się nie da opisać załączam poniżej 1500 zdjęć z wyprawy może to da Wam choć mały pogląd na to jak było. 

Teraz kiedy już pierwsze emocje opadły mogę powiedzieć : 
1 Impreza jest na bardzo bajkowo, krajobrazowym terenie nie spotykanym u Nas 
2 Organizator miał kilka wpadek jednak zbieg okoliczności i wysoki poziom kompetencji i zaangażowania naszego przewodnika Bartka niewątpliwie przysłonił te niedociągnięcia. 
3 My przejechaliśmy ponad 2000km na Simexach po asfalcie co starło je prawie o 4mm jednak w terenie górskim spisywały się rewelacyjnie. Tam gdzie MT się suwał my mieliśmy pełną przyczepność. 
4 Jeżeli ktoś myśli o jeździe po górach w terenie, musi brać pod uwagę zmianę systemu chłodzenia ASB. Aktualnie zastosowane dwie dodatkowe chłodnice z wentylatorami i d
uży wentylator na masce który działa jak wyciąg spowodował, że naprawdę przy mocnym katowaniu temperatura dochodzi do max 80C. Cała komora silnika jest letnia. 
5 Zastosowanie serii osłon pod spód jest niezbędne. Wielokrotnie auto suwało się podwoziem po kamieniach które nie wybaczają błędów. 
6 Pewne i dobre przygotowanie auta jest punktem kluczowym. Sprawdzenie rozwiązań na lokalnych rajdach wymagane. Trzeba zdać sobie sprawę, że części do naszych samochodów nie znajdzie się, a zwiezienie auta z gór czasami mało możliwe. 
7. Samo przygotowanie kół gdzie dokładnie czyściliśmy felgę przed założeniem opon wraz z zastosowaniem podkładów pod klej dało efekt. 
8. Tam jesteście sami bez serwisu i lawety. Koszty uszkodzenia się auta tak jak w naszym przypadku na szczęście nie w górach potrafią przekroczyć wartość całej wyprawy a czasami nawet koszty auta. 

Piszę o tym wszystkim abyście skorzystali z mądrej rady "ucz się na cudzych błędach" 

Pozdrawiam 



Comments